Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 22
SłabyŚwietny 

Cola - romantyczna miłość

Była sobota. Wyszła z domu do sklepu. Mama chciała żeby kupić jej colę. Na zewnątrz było przyjemnie. Parę minut wcześniej padał deszcz, lecz powoli wszystko już wysychało. Panowała taka aura jaką Ula zawsze lubiała. Ciepło, ale nie upalnie. Słońce grzało przez chmury, lecz mimo tego nie było duszno. Pewnie, dlatego Ula specjalnie się nie upierała i od razu wyszła do sklepu. Wzięła tylko klucze i pieniądze na colę. Jadąc windą zorientowała się, że nie wzięła telefonu i postanowiła po niego wrócić. Szła tylko do sklepu, ale jakieś uczucie kazało jej zawrócić. A może to zwykłe przyzwyczajenie – każdy już chyba nosi przy sobie telefon komórkowy jakby to była rzecz, z którą ani na moment nie można się rozstać. Wbiegła na moment do domu kierując się do pokoju.

- Już jesteś? Szybko.- Usłyszała zaraz po wejściu do pokoju

- Nie, tylko wróciłam po telefon.

- To weź psa na spacer.

- Nie, nie biorę go. Idę tylko na chwilę poza tym już był. – Odparła ponownie wychodząc z domu.

Szła powoli jakby chciała jak najdłużej skorzystać z tego, że znalazła się na zewnątrz. Taka pogoda zawsze sprzyjała wspomnieniom. Głównie z dzieciństwa, które wspominała bardzo ciepło, z uśmiechem na twarzy. Czasem chciała do niego wrócić. Jej przemyślenia przerwało nagle głośne „dzień dobry”. Spojrzała na prawo i odpowiedziała skromnie:

- Dzień dobry.

- Sąsiadko..- Dodał mężczyzna. Był to sąsiad z trzeciego piętra. Co prawda nie kojarzyła jeszcze wszystkich sąsiadów, ale tego akurat poznała gdyż często przebywał na ławce pod blokiem. Mieszkając niecały rok w nowym miejscu człowiek mimo wszystko nadal czuje się obcy. Są tego minusy, ale i plusów nie brakuje. Czyż czasem każdy nie chciałby poczuć się zupełnie obco, aby nikt nic o nim nie wiedział?

Było już po godzinie dwudziestej lecz jak to w lipcu nadal widno. Ula weszła do monopolowego gdyż w okolicy tylko ten był jeszcze czynny. Ludzi nie brakowało. Głównie młodych kupujących piwa. Niestety coli nie było. Ula wiedziała, że jeśli chodzi o napoje gazowane to mama lubi tylko ten napój, więc wyszła ze sklepu nic nie kupując. Dla pewności jednak przedzwoniła do niej pytając się czy nie chcę czegoś innego. Nie chciała. Wracała. W sercu czuła dziwną pustkę, jakby żal. Miała świadomość tego, że wciąż myśli o nim, choć nie powinna. Za dużo przykrych rzeczy jej powiedział żeby jeszcze o nim myśleć. Lecz serce nie sługa. Wiedziała, na co się pisze dając mu szansę. Do spokojnych chłopaków nie należał, lecz właśnie to przeciwieństwo przyciągało ją do niego. Wspólne spacery, rozmowy, pocałunki. Te krótkie chwile okazały się bezcenne. Wystarczyłyby z małej iskry zrobił się pożar. Pewnego dnia mocno się pokłócili. Miał do niej o cos pretensje. Zerwał. Łatwo mu to przyszło. Szok. Nie spodziewała się tak mocnej reakcji z jego strony. Coś się skończyło lecz ona czuła, że jeszcze nie. A może tylko tego pragnęła?

Dziwny był ten dzien. Coś jakby pchnęło ja na zewnątrz. Wychodząc zza rogu spotkała go. Szedł w jej kierunku. Ubrany w niebieską bluzę. W ręku trzymał telefon. Serce jej mocniej zabiło. Nie wiedziała, co robić mimo że wiele razy ustalała jak postąpi gdy go spotka. Miała po prostu przejeść obok. Nic z tego. Już widząc go zwolniła krok. On jednak też. Podszedł do niej pierwszy wyjątkowo pewnie. Lekkie rumieńce wyszły jej na twarz. Zagadał.

- Cześć Ula

- Cześć – odpowiedziała.

- Hm..wiesz właśnie miałem do ciebie pisać. – przyznał.

- Po co? – Zaskoczyło ją to gdyż odkąd z nią zerwał mało do niej pisał. Było to około półtora tygodnia temu.

Pierwsza powieść Katarzyny Redmerskiej