Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 4
SłabyŚwietny 

- Cześć, masz towar? - zapytał, obserwując zaskoczone spojrzenie dziewczyny. Umówił się z kolegą za dziesięć minut i w pospiechu zagotował mleko. Postanowił zrobić im płatki, bo zdawał sobie sprawę z tego, że nie ma czasu długo siedzieć w kuchni. - Lubisz? - zapytał, wlewając jej na talerz zagotowane mleko. Dziewczyna kiwnęła głową. W pospiechu zjadł śniadanie i już po chwili usłyszał dzwonek do drzwi.
- Cześć! Dobrze Cię widzieć - przywitał się z kumplem.
- Masz? - zapytał przyjaciel, wyraźnie zdenerwowany. Poszedł do pokoju i wyjął kilka papiórkowych pieniędzy. Zapłacił koledze pięć stów i zabierając od niego towar, pożegnał się z nim, odprowadzając go do drzwi. Widział postać dziewczyny w salonie. Stała wpatrując się w niego niebieskimi oczami, a on ponownie nie mógł się nadziwić jej urodą.
- Jesteś dilerem prawda? - zapytała, czując jak traci oddech. Bała się. Bała się, bo doskonale wiedziała, że nie powinna zadawać tego pytania.
- A czy to ważne? - odpowiedział, odwracając się do niej placami. Nie rozumiał, dlaczego ją to obchodziło. Przecież nawet go nie znała. Jednak ona czuła strach. Strach o kogoś, kogo poznała dopiero dzisiaj. Nie rozumiała tego, co się właściwie dzieje. Wypuściła powietrze, zdenerwowana jego słowami. Miał rację. Co to powinno ją obchodzić?
- Powinnam już iść. - Szepnęła, wystraszona swoimi słowami.
- Już? nie zostaniesz na obiedzie? myślałem, że zjemy razem i dopiero później pójdziesz - powiedział to tak, że po jej ciele przeszedł dreszcz. Usłyszała w jego głosie coś zupełnie dla niej nowego. Coś, czego sama do końca nie zrozumiała. - Dobrze zostanę - poddała się, wdzięczna za to, co usłyszała. Chyba w głębi duszy nie chciała iść. Nie chciała wychodzić stąd, gdzie pierwszy raz od dawna czuła się bezpieczna.
- Czym się zajmujesz oprócz - zawahała się, patrząc na wielkie kartony, które stały na środku salonu - Oprócz sprzedawaniem prochów - dokończyła, patrząc na niego ze strachem w oczach.
- Do wczoraj studiowałem. Wczoraj dostałem pismo z uczelni, że zostałem wylany - powiedział z rozbawieniem w głosie. - A ty? zapytał w pewnej chwili.
- Ja? spojrzała na niego wyczekująco. - Ja próbuje zdać do następnej klasy- również się zaśmiała.
- Nie powinnaś być teraz w szkole? - zapytał, marszcząc brwi.
- Powinnam, jednak nie mam po co. Po co skoro i tak dla wszystkim jestem zwyczajną ćpunką? - zapytała, czując jak pod powiekami ciekną jej łzy. Nadal miała na twarzy resztki z wczorajszego makijażu. Tusz połączony z jej łzami zostawił maleńki ślad pod jej okiem. Chłopak uśmiechną się na jej widok. Pobiegła do łazienki i spojrzała w lusterko. Włosy znajdowały się w nieładzie, chociaż wyglądały o niebo lepiej, niż rano. Ślinami próbowała zmyć resztki makijażu. Nadaremnie. Poddała się i spojrzała na roześmianego chłopaka. Odwróciła się do niego twarzą i razem z nim wyszła z łazienki. -
Jak zarabiasz na życie? - zapytał w pewnym momencie. Spojrzała na niego z strachem w oczach. Bała się odpowiedzieć mu na to pytanie. Spuściła wzrok, a on pożałował swojego pytania.
- Sypiasz za prochy, prawda? - zapytał, chociaż doskonale znał odpowiedź na to pytanie. Kiwnęła głową. Już chciała wyjść, gdy usłyszała jego zachrypnięty głos. Odwróciła się i spojrzała mu głęboko w oczy.
- Zostań ze mną. Zostań choćby na jedną noc. Dostaniesz towar, ale nie wychodź stąd - szepnął, bojąc się, że gdy wyjdzie, już więcej jej nie zobaczy.

Wielka, czarna kukułka, skazywała na trzynastą trzydzieści. Spojrzała na zegar, wiszący na fioletowej ścianie i przypomniała sobie obietnice daną Przemkowi. Chłopak był jedynym stałym elementem w jej życiu. Przyjacielem, schronieniem, kochankiem na którego zawsze mogła liczyć. Znali się niemal od zawsze. Siedzieli razem w ławce, a wieczorami włóczyli się po mieście. To on pokazał jej zupełnie inny świat. On podał pierwsza działkę, on wprowadził w świat, który na pierwszy rzut oka wydawał się jej idealny. Teraz natomiast trwała z nim już trzeci rok i zdała sobie sprawę, że nic nie ma w nim idealnego. Co idealnego można niby nazwać w niezdaniu do kolejnej klasy, kradzieżach, sprzedawaniu się dla kolejnej działki? nie chciała tak żyć, jednak jeszcze bardziej nie chciała z tym skończyć. Czuła się zawieszona między tym co powinna, a między tym co musi. Musiała wziąć kolejna działkę, musiała znów wciągnąć prochy, bo bez nich świat wydawał się zbyt ponury. Tylko na prochach mogła się uśmiechać. Jednak, gdy narkotyki przestały działać, zdawała sobie sprawę z tego, że to uśmiech przez łzy. Czuła na sobie uważne spojrzenie chłopaka. Hubert, bo tak się jej przedstawił, nic nie wiedział o jej nędznym życiu, którego szczerze nienawidziła. Znów poczuła zagubienie. Chociaż tak bardzo pragnęła zostać, nie mogła.
- Musze już iść. Obiecałam przyjacielowi, że o czternastej się spotkamy - przyznała, sama nie wiedząc dlaczego zaczęła mu się tłumaczyć.
- Skoro obiecałaś - powiedział to tak cicho, że wyczuła jakiś smutek w jego głosie.
- Może - zawahała się. - Może wpadłabym do ciebie jutro? wiesz jeżeli oczywiście chcesz - spuściła wzrok, po raz kolejny wstydząc się tego, co niespodziewanie powiedziała.
- A gdzie spędzisz tą noc? - zapytał, nie zdając sobie sprawy, że tak bardzo go to interesuje. - U ojca - skłamała. Zdawała sobie sprawę z tego, że już dziś u ojca się nie pokażę. Zapewne Przemek zabierze ją do siebie i jak zawsze prześpi się u niego, a rano będzie żałowała tego, że znów dostanie od niego towar. Nie wiedziała dlaczego to robił. Dawał jej za każdym razem, gdy razem spali, zupełnie jakby jej płacił. Nie rozumiał jaką przykrość jej tym sprawiał, a ona nie miała odwagi z nim szczerze o tym porozmawiać. Nie reagowała, gdy dostała prochy od Damiana, czy Szymona. Czysty układ, który trwał już kilka miesięcy. Sex w zamian za jedną, dwie działki narkotyków. Zero emocji, zero uczuć. Zwykły sex. Jednak z Przemkiem tak nie było. Nie łączył ich tylko sex a coś, czego sama już nie rozumiała. Był względem niej delikatny, opiekuńczy i troskliwy. Dbał o każdą jej zachciankę i robił niemal wszystko, by się uśmiechała. Nie była kolejną panienką na jedną noc, czystym układem, czy zwykłą szmata, którą mógłby kupić. Nie była niczym tym, czym była dla Damiana i reszty jej znajomych. On od początku zachowywał się inaczej. A ona wciąż wierzyła, że jest taki, bo po prostu się przyjaźnią. Teraz natomiast nie mogła, albo i nie chciała zepsuć tej przyjaźni. Ostatni raz spojrzała na Huberta i poczuła żal. Zdawała sobie sprawę, była tego niemal pewna, że więcej go nie zobaczy. Nie postąpiła tak, z powodu tego, że go nie lubiła. Nie! Lubiła go i chciała wierzyć, że zaproponował pomoc z czystych i dobrych intencji. Wierzyła w to. Jednak obawiała się, że nie da się jej pomóc. Nie widziała dla siebie szansy na zmianę i nie chciała robić mu problemów. Nie czuła się godna tego, by marnował na nią czas. Od zawsze miała niską samoocenę. Matka powtarzała jej ciągle, że jest nikim, a ona w końcu sama zaczęła w to wierzyć. Była nikim. Nikim dla kogoś, kto poświecił całe swoje życie, by ją urodzić. Nikim dla kogoś, kogo potrzebowała, a nigdy nie mogła na niego liczyć. Nikim dla kogoś, kogo kochała, a nigdy nie zaznała od nich miłości.
- Proszę - zobaczyła niewielką komórkę i spojrzała zaskoczona na Huberta. W telefonie był wbity tylko jeden numer, a ona uświadomiła sobie, że dał jej telefon w którym znajdował się jego numer. - Zadzwonię do Ciebie wieczorem - obiecał, nie zważając uwagi, na zaskoczone, niemal przerażone spojrzenie dziewczyny. Niebieskie, prawie błękitne oczy wpatrywały się w niego intensywnym wzrokiem. Czuła zaskoczenie i uśmiechnęła się do niego. Tyle dla niej robił. Bez przerwy był dla niej nikim a ona nie wiedziała dlaczego.
- Mam jeszcze cos dla Ciebie! - zawołał, podając jej tak bardzo znajomy proszek. Domyśliła się co to jest i zdawała sobie sprawę z tego, że dzisiejszej nocy nie będzie musiała z nikim sypiać. Przez chwilę zastanawiała się, czy rzeczywiście nie wrócić do ojca. Mogłaby chociaż dzisiaj być spokojna. Chociaż jednej nocy zapomnieć o tym, co robi i kim jest.
- Dziękuje Ci - wyszeptała ze łzami w oczach. Nie chciała wychodzić. Zapragnęła zostać u niego i skryć się w jego opiekuńczych ramionach. Po raz ostatni rozejrzała się po mieszkaniu i podziwiała skromne, czyste mieszkanie. Już powoli zaczynała tęsknić za tym domem, za Huberem i za dobrocią, której nigdy od nikogo nie zaznała. Był dla niej niczym Anioł stróż. Niczym dobra wróżka, która pojawia się przeważnie w bajkach. Jednak to nie była bajka, Był to realny, brutalny świat, w którym żyła. Innego nie znała. Normalne dorastanie, miłość rodziców. Może zdarzało się to komuś innemu, bo na pewno nie jej. Bez słowa wyszła z jego mieszkania. Odwróciła się ponownie, tak bardzo pragnąc się wrócić, jednak tego nie zrobiła. On nadal tam stał. Drzwi były otwarte, a w nich cały czas widziała postać chłopaka. Zupełnie, zupełnie jakby czekał na nią. Jakby jeszcze wierzył, że może się wrócić. Sama zaczęła w to wierzyć. Po raz pierwszy zaczęła w coś wierzyć i to przerażało ją najbardziej. Nadzieja zawładnęła jej sercem. Nadzieja, która umarła tamtego dnia, teraz znów wróciła, a wszystko dzięki komuś, kogo dopiero dziś poznała. Przestraszona swoimi myślami, przestraszona tym, że znów w coś uwierzyła, zaczęła biec. Chciała być jak najdalej od niego. Chciała uciec od myśli, które zawładnęły jej ciałem. Biegła coraz szybciej. Zatrzymała się dopiero kilka przecznic dalej. Znów zobaczyła, stare zniszczone blokowiska. Nieciekawe osoby chodziły pijane ulicami miasta, a ona uśmiechnęła się na ich widok. Takie życie tylko znała. Czuła się jak w domu. Chociaż na tej ulicy czułą się bezpiecznie, zdawała sobie sprawę, że od dzisiejszego dnia, nic nie będzie takie samo. Spotkanie z tamtym chłopakiem zmieniło ją. Zmieniło bezpowrotnie, tylko, że ona jeszcze o tym nie wiedziała.

Szła powoli, domyślając się, że już od jakiegoś czasu była spóźniona. Chciała wymyśleć jakiś dobry powód, ale nic sensownego nie przychodziło jej do głowy. Była już prawie przy parku w którym byli umówieni i czuła strach. Strach, bo nie wiedziała co teraz ją czeka. W parku ujrzała znajome twarze. Dziewczyny ze szkoły, flirtujące z jakimiś chłopakami. Dawnych kumpli z osiedla, parę staruszków, których już gdzieś spotkała. Przeszła ich, zastanawiając się, czy ona kiedykolwiek będzie tak zakochana jak ta para? czy los i kogoś postawi na jej drodze? czy dostanie od losu coś więcej, niż zafundował jej teraz? obawiała się, że nie. Nałożyła kaptur na głowę i ze słuchawkami w uszach szła przed siebie. Umówili się za niewielką górką, gdzie lubił rozmyślać. Schowała dłonie do kieszeni i nuciła po cichu słowa ulubionej piosenki. Nagle go dostrzegła. Spojrzała na Przemka i uśmiechnęła się.

- Przemo - powiedziała delikatnie łapiąc go za ramię. Chłopak odwrócił się do niej i spojrzał na nią wystraszonym wzrokiem. Po raz pierwszy widziała go tak przerażonego. - Przepraszam za spóźnienie - spuściła wzrok, bo nie mogła znieść jego bólu.
- Gdzie byłaś? - zapytał, nie wypuszczając jej z objęć.
- U ojca - skłamała.
- Nie kłam! Byłem u twojego ojca, nie było Cię tam. Nie było też w szkole bo rozmawiałem z Mateuszem. Gdzie się podziewałaś od rana? wiesz jak się o Ciebie martwiłem. Już chciałem iść nawet na psy - widziała przerażenie na jego twarzy. Spojrzała na niego, ale nie odpowiedziała nic. Z daleka słyszała roześmiane głosy młodzieży. Czuć z daleka było zapach trawki i papierosów. Cały czas wzrok chłopaka obserwował ją, jednak udawała, że tego nie widzi. - Może pójdziemy do mnie? - zapytał w pewnej chwili.

- Byłam u Damiana. - powiedziała nagle, uświadamiając sobie, że nie mogła powiedzieć mu prawdy. Nie znał go, a ona nie wiedziała jak zareaguje, gdy dowie się, że kogoś poznała. Uświadomiła sobie, że oni obije stali się dla niej ważni. Musiała trzymać ich od siebie z dala, bo nie chciała by się poznali. Byli tak bardzo od siebie różni, byli tacy inni, ale jednego była pewna. Liczyła się dla nich dwojga. Oboje chcieli jej dobra. Myślała o tym, by w nocy pójść do Huberta. Tęskniła za nim, nie rozumiejąc jak to wszystko było możliwe.

- To dobry pomysł - szepnęła i podając Przemkowi dłoń, pozwoliła mu się prowadzić.

Siedziała na tak bardzo znanym łóżku i spojrzała na twarz przyjaciela. Chociaż próbowała wsłuchać się z opowieść Przemka, myślami błądziła gdzieś daleko, poza granicami mieszkania, który stał się jej domem. Stara kamienica, w której przebywała niemal każdego dnia, stała się zimna i obca, jakby była tu pierwszy raz. Każdy zniszczony mebel, każda szklanka miała na sobie ślad jej obecności w tym domu. Chciała wymazać wspomnienie minionych dni i zacząć wszystko od nowa. Wzrok Przemka utkwił na jej twarzy. Czuła na sobie jego uważne spojrzenie, jednak nie mogła wypowiedzieć nawet słowa. Nie rozumiała tego, co się z nią działo. Do dzisiejszego ranka nie potrafiła się nagadać z przyjacielem, przed którym nie miała żadnych tajemnic. Był dla niej niczym brat, zawsze mogła na niego liczyć. Teraz natomiast przez cały czas była milcząca, nie obecna. Chociaż starała się, nie mogła powiedzieć, nawet jednego, sensownego zdania. Zamilkał. Czuła się jakoś dziwnie. Jakby wyleciało z niej całe życie.

- Boli Cię coś? - usłyszała troskę w jego głosie.
- Jestem po prostu zmęczona - skłamała, łudząc się, że to uchroni ją od seksu. Nie chciała oddać się mu tej nocy. Nie chciała również zranić go, lub wysłuchiwać pytań, które wiązały by się z kolejnym już kłamstwem.
- Dobrze. Prześpij się skarbie - szepnął składając na jej czole delikatny, czuły pocałunek. Swoje rzeczy, zawsze zostawiała u niego. Miała tu niemal wszystko- ubrania, kosmetyki. W pewnym sensie mieszkała u niego. Nie musiała tłumaczyć się, wiecznie pijanej matce gdzie jest i o której wróci. Matka nigdy, nawet jeżeli nie była pijana nie interesowała się jej życiem. - Kocham Cię - usłyszała czuły głos Przemka. Spojrzała na przyjaciela, nie spuszczając z niego wzroku.
- I ja Cię kocham jak brata - zaśmiała się, chociaż domyślała się, że nie o to mu chodziło. Chłopak zamilkł. Po raz pierwszy tego dnia, nie powiedział nawet słowa. Wstał i z szafki sięgnął strzykawkę. Chciała zareagować, powstrzymać go, jednak nie zrobiła nic. Heroina. Momentalnie przypomniała sobie o Hubercie. Tak bardzo chciała go zatrzymać. - Dla mnie nie ma ratunku - słowa jej przyjaciela dudniły w jej w uszach. Zabrała od niego strzykawkę i cały towar wywaliła do muszli. Nie wiedziała co się dzieje, jednak nie mogła pozwolić, by sobie wstrzyknął. Nie przeżyłaby, gdyby go zabrakło. Umarłaby bez niego.

- Co ty do cholery wyprawiasz? - krzyknął, czując jak ogarnia go złość. Towar dostał od kolegi, przyjaciela. Doskonale wiedział, że był bardzo drogi, dlatego nie rozumiał zachowania Kingi. - Kobieto! Ja za niego nie zapłaciłem jeszcze! - warknął, czując jak złość nasila się. Nie wytrzymał. Usłyszał trzask i dopiero po chwili zorientował się co się stało. Dziewczyna upadła na łóżko. Jej niebieskie oczy zalały się łzami. Chciał coś powiedzieć, przeprosić ją, lecz nie potrafił. Po raz pierwszy zdarzyło mu się podnieść na nią rękę. Po raz pierwszy uderzył ją. Z dolnej wargi zaczęła płynąć jej krew. Spojrzała na niego zaskoczonym, przerażonym wzrokiem i podniosła się z łóżka. Narkotyki, które doprowadziły do jej łez. Wstała i w pospiechu zabierając rzeczy, wybiegła z jego mieszkania. Nie próbował jej zatrzymać. Nie próbował dogonić. Stał w osłupieniu patrząc na zamknięte już drzwi. Powoli docierało do niego, co zrobił. Kochał ją. Nie tak jak przyjaciółkę, czy siostrę. Po prostu kochał, ale nigdy nie miał odwagi jej o tym powiedzieć. Zaczęły trząść mu się ręce. Z półki wyjął kolejną działkę i zaciągnął się, przyjmując niewielką ilość trawki.

CDN

Autor: Agusia16248