Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 6
SłabyŚwietny 

Był sobie pewien człowiek. Ów człowiek od lat nie mógł wyhodować ani jednego drzewka. Inni ludzie śmiali się z niego, bo sami posiadali sady pełne wspaniałych drzew rodzących słodkie owoce. Niektórzy z nich mieli w też w swoim sadzie wyjątkowe drzewo - ogromne i piękne. Rozkosz sprawiało samo patrzenie na takie drzewo, a kiedy posiadacz tego drzewa zrywał z niego owoc i zjadał go, na jego twarzy pojawiało się bezgraniczne szczęście. Natomiast z nasion posianych przez tamtego człowieka nigdy nic nie wyrastało. Pewnego razu idąc przez swoje puste pole znalazł dwa dziwne nasiona. Czym prędzej zasiał je w tym miejscu swego pola, gdzie gleba była najlepsza, podlał i czekał z niecierpliwością.

Jakże wielka była jego radość, gdy już następnego dnia w miejscu gdzie zasiał nasiona były dwie roślinki! Pierwsza roślina miała w sobie niezwykłe piękno, chociaż mała, dorównywała nim najwspanialszym drzewom z innych sadów, tym które dawały tak wspaniałe owoce. Człowiek niemal natychmiast pokochał ją całym sercem. Druga roślina na pierwszy rzut oka nie różniła się niczym od większości drzewek, które człowiek widział w innych sadach. Mimo to postanowił ją również pielęgnować, bądź co bądź nie miał więcej drzewek. Tak więc przez całe lata pielęgnował roślinki i patrzył, jak powoli stają się drzewkami. Pierwsze drzewko stałe się jeszcze piękniejsze; miało korę o pięknym odcieniu brązu, a liście o dziwo niebieskie. Całkowicie skradło serce człowieka. Kiedy wydało owoce, człowiek z niecierpliwością zerwał jeden po czym zakrztusił się i wypluł kawałek owocu, który okazał się niezwykle kwaśny! Uznał, że zbytnio się pospieszył, że owoce są jeszcze niedojrzałe. Drugie drzewko nie dało jeszcze owoców. Czas upływał, człowiek nadal obdarzał pierwsze drzewko miłością, drzewko nadal rodziło kwaśne owoce, które sprawiały człowiekowi niewiarygodny ból, natomiast na drugim drzewku, które człowiek również pielęgnował, ale nie poświęcał mu zbyt wiele uwagi zaczął wyrastać owoc. Człowiek cierpiał, bo pierwsze drzewko nigdy nie dawało mu innych owoców, niż kwaśne, ale człowiek nie rozumiał, czemu tak się dzieje. Po wielu miesiącach cierpienia człowiek pojął, że drzewko nie czuje się dobrze w jego ziemi. Postanowił oddać drzewko innemu człowiekowi, który umiał dbać o swój sad. Pomimo bólu, który odczuwał wiedział, że tak będzie lepiej. Kiedy wrócił na swoje puste pole, rozejrzał się. Nigdy wcześniej nie wydawało mu się ono tak puste jak teraz. Kiedy tak się rozglądał po polu, kawałek dale zobaczył jakiś kształt. Zdziwiony otarł łzy przesłaniające mu widok i podszedł bliżej. Było to drugie drzewko, któremu nie poświęcał zbyt wiele uwagi. Z gałęzi drzewka zwisał niewielki, ale miły dla oka, w pełni dojrzały owoc. Człowiek po chwili wahania zerwał go i spróbował. Na jego twarzy odmalowało się ogromne szczęście. Owoc był słodki niczym plaster miodu. Chociaż miał przeczucie, że nie była to słodycz, którą dawały owoce z rzadkich pięknych drzew innych ludzi, bo tylko nielicznym udało się to osiągnąć, to jednak była to słodycz niemożliwa do ogarnięcia słowami. Człowiek zdumiony przyjrzał się drzewku. Było smukłe, jego kora tak jak kora pierwszego drzewka miała piękny brązowy odcień, ale liście były kształtne i jasnozielone. Z całego drzewka emanował spokój, który udzielał się człowiekowi i miłość, który sprawiała, że człowiek chciał tylko siedzieć w pobliżu drzewka. Wyciągnąć rękę i nieśmiało pogładził jego korę, a w końcu objął je mocno rękami długo siedział przy nim. Inni ludzie zobaczywszy człowieka obejmującego drzewko uznali, że zwariował. Oni, którzy posiadali całe sady i nie przejmowali się stratą pojedynczych drzewek, która czasem im się przydarzała, nie potrafili pojąć, czym dla niego było to jedno. Mijały miesiące. Człowiek dbał o drzewko. Starał się chronić je przed złą pogodą i robactwem. Często siedział przy nim i obejmował je opierając głowę o jego korę. Drzewko raz na jakiś czas dawało mu wyjątkowo słodki owoc. Co prawda nie taki, jak dają drzewa niektórych ludzi, bo wiedział, że nie zasłużył na taki owoc, ale całkowicie mu to wystarczało. Nie chciał niczego więcej. Kiedy upłynęło sześć lat od zasadzenia, drzewko nie wiedzieć czemu zaczęło usychać. Człowiek nie wiedział czemu. Od tego czasu spędzał z nim każdą chwilę, a mimo to drzewko marniało. W końcu pojął. Drzewko, które wyrosło już naprawdę okazałe, potrzebowało nowej gleby, aby móc dalej zdrowo rosnąć. To sprawiło, że człowiek zapłakał. Płakał tak całą noc obejmując mocno drzewko. W końcu zdecydował się oddać je innemu człowiekowi, którego pole było oddalone od niego tak daleko, że trzeba było tygodni, aby tam dotrzeć. Człowiek chciał przede wszystkim, aby drzewko rosło dalej, więc odrzucił swoje szczęście i oddał drzewko. Pomimo dręczących go często wątpliwości, starał się wierzyć w Boga. Zapytał go więc, czemu dał tyle szczęścia, a następnie mu je odebrał? Dlaczego ludzie, którzy w Boga nie wierzą mogą mieć całe sady i być szczęśliwi, a on, który się stara się wierzyć, zostaje sam? Odpowiedziała mu cisza…

Sorbet

Pierwsza powieść Katarzyny Redmerskiej