Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 3
SłabyŚwietny 

-Biegnij! Dasz radę! Musisz dać radę! – krzyczałam na całe gardło, przedzierając się przez gęste zarośla i zgarniając długie, poplątane i brudne od długiej ucieczki włosy. Dodawałam otuchy innym, mimo że sama nie dawałam rady – to nie w moim stylu. Zawsze byłam jakby z boku, nigdy mnie nikt inny nie obchodził, nie interesował mnie cudzy los. Być może ze względu na moją przeszłość, pochodzenie… nawet to mnie nie interesowało. Zawsze byłam taka obojętna. Jednak odkąd zaczęłam im wszystkim pomagać, coś się we mnie zmieniło, pod presją tych wszystkich lat przepełnionych bólem, cierpieniem i nienawiścią do całego świata na widok tych wszystkich biednych dzieci bez domu czy rodziny która by ich kochała, coś we mnie pękło. Chciałam im pomóc, tylko w moich oczach były one zwykłymi dziećmi. Jednak powróciły ciemne, niespokojne czasy. Wiedziałam, że teraz, kiedy mam o co walczyć będzie bolało jeszcze bardziej.

-Gamma! Beta! Jak zaraz nie przyśpieszycie to was złapią! – Obejrzałam się za siebie. Wrogów nie było widać, ale mój nadprzyrodzony zmysł łowiecki mówił mi, że są bliżej niż może się wydawać.

-To jak zabawa w berka! Gamma, bawiłeś się kiedyś w berka? – Próbowałam obrócić to w zabawę. Jak inaczej miałam wyjaśnić inaczej ośmiolatkowi że jest ścigany przez setki ludzi bez skrupułów, którzy chcą go położyć na stół laboratoryjny i pociąć na kawałki, tylko dlatego, że nie jesteśmy tacy jak oni? Spojrzałam na Gammę. Patrzył mi prosto w oczy – oczami pełnymi bólu, strachu, rozpaczy i braku nadziei. Lekko pokiwał głową na potwierdzenie.

-No to wyobraź sobie, że to taki berek, tylko że jak przegrasz to nie będziesz już nigdy mógł grać jeszcze raz, okej? – Zebrałam wszystkie moje bóle i całą moją przeszłość w jedno miejsce i zdobyłam się na uśmiech – chyba pierwszy w moim życiu. Wszyscy biegnący za mną nie wiedzieli co powiedzieć. Nigdy nie śmiałam się, ani nie uśmiechałam przy nich, no a na pewno nie w takiej sytuacji. Myślę, że był on płomyczkiem nadziei, który szybko chwycił ich serca. Najszybciej załapał, o co mi chodzi Omega – najstarszy z ich wszystkich:
-Właśnie! Gamma! Delta! Beta! Dzeta! Eta! Pamiętacie jak ścigaliśmy się do Wrzosowiska i z powrotem? Pomyślcie o tym podobnie! Na pewno nam się ud… - urwał w pół zdania.

Gamma i Delta zatrzymali się, lecz zanim zawołałam, by nie stawali, obejrzałam się i sama zamarłam w bezruchu. Omega leżał na świeżej, trawie w porannej rosie, otoczony kałużą krwi – złotej krwi. W głowie utkwiło mu kilka srebrnych pocisków. Oczy zalały mi się łzami a z krtani wydał się zduszony szloch. Ręce zaczęły mi się trząść a nogi zrobiły mi się jak z waty. Skronie pulsowały jak oszalałe, serce próbowało wyskoczyć mi z piersi – nadaremnie. Próbowałam wziąć się w garść, ale nie byłam w stanie widząc mojego przyjaciela martwego.

Omega był blondynem średniego wzrostu o czarnych oczach i oliwkowej cerze. Poruszał się zawsze zwinnie, szybko i z gracją. Zawsze rozweselał całe towarzystwo, pomagał mi opiekować się dziećmi z trudną przeszłością i jeszcze trudniejszą przyszłością. On sam został w wieku 9 lat wyrzucony przez rodziców z domu, gdy tylko dowiedzieli się, że jest wilkołakiem – pół człowiekiem, pół wilkiem. Przygarnęli go włóczędzy i bezdomni. Jednak i oni po 5 latach wychowania, gdy w czasie walki ulicznej użył wilczych pazurów i wszystko się wydało, zostawili go na pastwę losu. Cudem natrafił na młodsze od siebie dzieci takie jak on sam i postanowił się nimi zająć. Jako że nikt z nich nie miał imion, nadał im je – greckie znaki, liczby. Jak zwał tak zwał. Sam nazwał się Omegą, by inni nie myśleli że się wywyższa, że jest lepszy, silniejszy. Chciał im dać do zrozumienia, że mimo swoich wewnętrznych słabości wciąż są potężni . Jednak gdy spotkał mnie bez wahania oznaczył mnie jako Alfa –przewodnik stada. Myślę że przewidział, co się stanie, jednak cały czas ode mnie tego oczekiwał: podjęcia ważnej decyzji życiowej, zostawienia go, Omegę najsłabszego w stadzie i zaprowadzić pozostałych ku wolności i dobrobytu.

Wzięłam głęboki oddech i pomyślałam o nich wszystkich: Beta, Gamma, Delta, Dzeta i Eta. Jeżeli zaraz nie zaczną biec skończą jak Omega. Powróciłam do rzeczywistości i spojrzałam na nich. Wszyscy byli wpatrzeni we mnie i ich martwego braciszka… naszego braciszka. Zamrugałam oczami, by ukryć to, jak bardzo czerwone od płaczu i rozpaczy mam oczy i już chciałam ruszać w dalszy pościg, kiedy usłyszałam przeraźliwy wrzask – to musiała być Eta.