Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 1
SłabyŚwietny 

Tymczasem w mieście wybuchła panika. Przypadków zatrucia było coraz więcej. Ludzie szturmowali sklepy, żeby kupić wodę butelkowaną. Zapasy jednak szybko się wyczerpały. Antek zobaczył na ulicach ludzi podobnych do siebie. Nawet kiedy wysypka ustępowała, pozostawiała na ciele szpecące blizny.
Chłopak przypomniał sobie ostanie słowa Adama, który nazwał go diabłem. Być może nim był albo był tylko człowiekiem z chorą duszą, której już żadne dobro nie potrafi uleczyć?

Po tygodniu udało się zażegnać kryzys z dostępem do wody pitnej. Niby wszystko wróciło do normy, ale już nic nie było takie samo jak przedtem. Antek nadal pracował w laboratorium. Dyrektor pogratulował mu pomyślnego przebiegu akcji i miał dla niego nowe zlecenie. Tym razem miał werbować nowych ludzi do pracy w laboratorium. Pierwszą osobą, która przyszła mu na myśl, była Marta. Stwierdził, że jeśli już jest tak zepsuta, to nie będzie problemu z jej zwerbowaniem. Pytanie tylko, czy przeżyła epidemię?
Po natarczywym dzwonieniu drzwi uchyliła mu kobieta zerkająca zza drzwi na niespodziewanego przybysza. W pierwszej chwili jej nie poznał. Miała bardzo oszpeconą twarz, którą pokrywały strupy po ropnych krostach. Ona zaś poznała go od razu.
- Co tutaj robisz? – zapytała ostrym tonem.
- Chciałem dać ci szansę na naprawienie błędu.
- Jakiego błędu? – Nadal była schowana za drzwiami.
- Jeśli zrobisz to, o co poproszę, jestem gotów przebaczyć ci upokorzenie z tamtej nocy.
- Co proponujesz? – zapytała otwierając szeroko drzwi.
- Proponuję pracę zgodną z naszym kierunkiem studiów.
- Gdzie i dlaczego ja?
- Zabiorę cię tam i pokażę, na czym miałaby polegać  praca, a dlatego, że jesteś idealną osobą do wykonania pewnego zadania.

Tak naprawdę ten pozbawiony uczuć i skrupułów diabeł w ludzkiej skórze nie mógł się oprzeć uczuciu miłości, chociaż bardzo się przed nim bronił. W laboratorium Antek przedstawił Martę Eleganckiemu Panu. Ten zaznajomił ich z czekającym zadaniem.
- Otóż w najbliższą niedzielę nowo wybrany prezydent organizuje piknik dla rodzin. Trzeba im popsuć zabawę. Potrzebujemy kogoś, kto rozpyli trujący gaz i będzie nie do rozpoznania. Marta jest uznana za zaginioną i nawet najbliżsi są przekonani o jej śmierci.

Dziewczyna miała mieszane uczucia; ktoś, kogo tak bardzo kiedyś nienawidziła, oferował jej teraz pomoc. Miała wyrzuty sumienia wobec niego i bardzo szybko zgodziła się na wykonanie zadania.
W sobotni wieczór wdała się w pogawędkę z jednym z chemików, który brał udział w ostatniej akcji. Wyjawił jej, że głównym odpowiedzialnym za stworzenie bakterii, która zatruła wodę, jest Antek. Uczucie wdzięczności,  natychmiast zastąpiła żądza zemsty. Nie dała jednak nic po sobie poznać i sumiennie wykonywała wszystkie polecenia.

Plan działania podczas pikniku wyglądał następująco: gaz miał zostać rozpylony przez dmuchawy, które zostały umieszczone w celu ogrzewania namiotu dla VIP-ów. Wszystko szło zgodnie z planem, aż do czasu, kiedy Antek zorientował się, że ktoś ukradł mu maskę, zabezpieczającą przed oparami gazu.  Zaczął się on rozprzestrzeniać w zaskakującym tempie, tak że Antek natychmiast opadł z sił. Nagle przed jego oczami okazała się twarz Marty, ukryta pod maską, która nie wykazywała chęci jakiejkolwiek pomocy. Antek próbował wstać, ale ciało odmówiło mu posłuszeństwa. Marta nie ruszyła się z miejsca. Wtedy zrozumiał, że kolejny raz został oszukany.

Jeżeli człowiek robi złe rzeczy, to nie jest on od początku istnienia stworzony do ich popełniania. To ludzie go otaczający i sytuacje, które stwarzają, uwalniają w ludziach mroczną stronę własnego ja.
Marta wróciła do laboratorium z uczuciem ulgi i wyzwolenia. Przypomniała sobie, że kiedy była dorastającą dziewczyną bardzo potrzebowała słów uznania od ojca. W zamian dostała wykrzyczane w twarz zdanie, że byłoby lepiej, gdyby w ogóle się nie urodziła. Od tamtej pory postanowiła pławić się w poniżaniu mężczyzn.

Kolejna noc w laboratorium. Pod budynek zajechały samochody, światła reflektorów raziły w oczy dopiero co przebudzonych laborantów. Drzwi zostały wyłamane, a do środka wbiegła grupa antyterrorystów.  Jedyne, co zastali, to ciała chaotycznie porozrzucane po salach i korytarzach i wszechobecny zapach siarki. Nikt nigdy nie dowie się prawdy i nie poniesie konsekwencji.