Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 18
SłabyŚwietny 

Miałam cztery lata. Pamiętam, że bawiłam się takim małym zielonym wózkiem z lalką. Wózek był najzwyklejszy, uszyty z czegoś przypominającego ceratę. Miał małe kółka i budkę. Nic w nim nie było oprócz lalki. Zabawka nie wyglądała imponująco, raczej biednie. Bawiłam się tym wózkiem często i namiętnie. Aż przyszedł oczekiwany każdego roku dzień – dzień urodzin.

Pochodzę z regionu, gdzie obchodzi się urodziny i jest to ważna uroczystość. Uwielbiałam urodziny najbardziej za to, że tego dnia byłam najważniejsza. Ciocie, wujkowie, kuzynki i kuzyni przychodzili właśnie do mnie. Mogłam ubrać się w coś ładnego i z dumą i radością przyjmować życzenia.

Nieodzownym elementem urodzin były prezenty. Obudziłam się więc w dniu piątych urodzin i zobaczyłam pod ścianą wielki czerwony wózek z dużymi kołami. Podeszłam nieśmiało i zajrzałam do środka. W środku była poduszka, kołderka i nowa lalka. Wszystko było ładne, okazałe i duże. Rozejrzałam się. W polu widzenia nie było nigdzie mojego zielonego wózka. Zaniepokojona pobiegłam do kuchni, gdzie była mama. Mamo! Gdzie jest mój wózek? Chcę mój wózek. Na to mama: ale Kasiu, nie widziałaś, jaki piękny wózek stoi w twoim pokoju? To dla ciebie na urodziny! Choć, zobaczymy go razem.

Weszłyśmy z powrotem do mojego pokoju. Nowy wielki wózek stał na swoim miejscu. Patrz Kasiu, jaki ładny! Sama szyłam poduszkę i kołderkę. A widziałaś tę lalkę? Ładna, prawda? No co ty, nie cieszysz się?!…

Resztę dnia spędziłam płacząc i domagając się starego, zielonego wózka. Dokładnie pamiętam żal i pretensje, które czułam. Nowy wózek był dużo ładniejszy, ale obcy. Duży, ciężki i pozbawiony czegoś, co czyniłoby go fajną zabawką na każdy dzień.

Do dziś nie potrafię powiedzieć, dlaczego tak płakałam za starą zabawką. Prawdopodobnie było tak dlatego, że nagle zabrano mi coś, z czym byłam zżyta. Zabrano i zamieniono na coś lepszego, nie pytając mnie o zdanie. Nie chciałam nowego, drogiego wózka! Kochałam ten stary i nigdy nie dowiedziałam się co się z nim stało.

Zdarzenie z wózkiem nauczyło mnie jednego: nie wymieniam zabawek swoich dzieci na nowe bez ich zgody. Nie wymieniam, bo wiem, że postrzępiony pies, sfatygowana lalka czy wybrakowane klocki mogą mieć dla nich większą wartość niż nowe zabawki, na których nie widać śladów użytkowania.

 

Pierwsza powieść Katarzyny Redmerskiej