Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 80

         Była sobota, mój ulubiony dzień tygodnia. Jak zwykle wstałam koło 9-tej i w piżamie udałam się do kuchni, by zrobić sobie śniadanie i kawę. Uwielbiam takie poranki, kiedy nie ubrana, bez pośpiechu i na luzie, ze świadomością możliwości powrotu do ciepłego łóżka, mogę siedzieć przy stole i marnować czas. To jest czas dla mnie i tylko dla mnie. Zjadłam śniadanie, umyłam włosy i z ręcznikiem na głowie szłam do pokoju, gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Na pewno administracja – pomyślałam. Jak zwykle w soboty roznoszą zawiadomienia o podwyżkach. Nic z tego, nie idę, niech włożą do skrzynki.

Dzwonek u drzwi rozległ się ponownie. Tym razem był podwójny i bardziej natarczywy. Uparta baba – mruknęłam, musi mieć podpis – wstałam i powlokłam się do wyjścia. Otworzyłam drzwi i widzę, za progiem stoi jakiś facet. Nie znam go. Nie, Znam! Ale zaraz, to niemożliwe! To nie może być on! Chyba jednak on, trochę wyższy i bledszy niż pamiętam. Co jest grane?! Jak śmie zjawiać się tu i nachodzić mnie znienacka z mokrą głową i w szlafroku!
Spoza moich myśli dotarło do mnie „witaj, mogę wejść?"
Już miałam powiedzieć odejdź stąd i zamknąć drzwi, gdy usłyszałam siebie mówiącą „tak, proszę". Zarejestrowałam też, że zamiast zrobić krok w przód i domknąć drzwi, cofam się i wpuszczam do środka Piotra – moją szkolną miłość sprzed kilku lat.

Czytaj więcej...

Ocena użytkowników:  / 12
Sylwester w górach

Sylwestrowa przygoda w górach

Była druga połowa lat osiemdziesiątych. Umierałam z radości, bo rodzice dali się ubłagać i pozwolili mi pojechać w góry na Sylwestra. Miałam piętnaście lat i był to pierwszy w moim życiu Sylwester tak daleko od domu. Odległość może nie aż taka, bo impreza miała się odbyć gdzieś w Beskidzie Śląskim, czyli zaledwie kilka stacji od Katowic. Jechało się ponad dwie godziny i wysiadało na stacji Wisła Głębce. Przegapić trudno, bo to ostatnia stacja. A dalej to już pieszo do wynajętego domku.

Czytaj więcej...

Ocena użytkowników:  / 4

Jak przetrwać święta bez miłości, to pytanie, które zadaję sobie od dwóch lat. Stało się i nadal nie mogę w to uwierzyć, ale to prawda. Mam za sobą nieudany związek i to związek formalny, a te – jak wiadomo - trudniej i boleśniej się rozwiązuje. Nie, nie było darcia szat ani publicznego prania brudów. Rozeszliśmy się kulturalnie i bez zbędnych ciosów. Ciosów nie było, ale i tak boli fakt, że się nie udało. Przez resztę roku – jak cię mogę, ale przed świętami boli bardziej.

Czytaj więcej...

Ocena użytkowników:  / 18

Miałam cztery lata. Pamiętam, że bawiłam się takim małym zielonym wózkiem z lalką. Wózek był najzwyklejszy, uszyty z czegoś przypominającego ceratę. Miał małe kółka i budkę. Nic w nim nie było oprócz lalki. Zabawka nie wyglądała imponująco, raczej biednie. Bawiłam się tym wózkiem często i namiętnie. Aż przyszedł oczekiwany każdego roku dzień – dzień urodzin.

Pochodzę z regionu, gdzie obchodzi się urodziny i jest to ważna uroczystość. Uwielbiałam urodziny najbardziej za to, że tego dnia byłam najważniejsza. Ciocie, wujkowie, kuzynki i kuzyni przychodzili właśnie do mnie. Mogłam ubrać się w coś ładnego i z dumą i radością przyjmować życzenia.

Nieodzownym elementem urodzin były prezenty. Obudziłam się więc w dniu piątych urodzin i zobaczyłam pod ścianą wielki czerwony wózek z dużymi kołami. Podeszłam nieśmiało i zajrzałam do środka. W środku była poduszka, kołderka i nowa lalka. Wszystko było ładne, okazałe i duże. Rozejrzałam się. W polu widzenia nie było nigdzie mojego zielonego wózka. Zaniepokojona pobiegłam do kuchni, gdzie była mama. Mamo! Gdzie jest mój wózek? Chcę mój wózek. Na to mama: ale Kasiu, nie widziałaś, jaki piękny wózek stoi w twoim pokoju? To dla ciebie na urodziny! Choć, zobaczymy go razem.

Czytaj więcej...

Ocena użytkowników:  / 22

Długo zastanawiałem się jak opisać to co się stało... w moim życiu wydarzyło się Cos niezwykłego. Gdy pomyślę o tym jeszcze raz, przechodzą po mnie dreszcze i serce zaczyna bić mocniej, możliwe że ze strachu, bo nigdy się nie bałem jak tego dnia, dnia w którym stałem się najszczęśliwszym facetem pod słońcem. Kobieta mojego życia pokazała mi co znaczy Miłość- to uczucie najtrudniejsze i najpiękniejsze. Głębokie i piękne. Potrafi dać radość i szczęście. Czasem sam w to nie wierze, to co napiszę to nie bajka to rzeczywistość...

Czytaj więcej...

Pierwsza powieść Katarzyny Redmerskiej