Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 7
SłabyŚwietny 

Jestem średni, jestem przeciętny. Nie jestem przykładem dobrze zbudowanego faceta, który zdrowo się odżywia i regularnie chodzi na siłownię. Nie jestem przystojny, jestem w granicach normy, taki do przyjęcia. Zarabiam dobrze, nie mogę pozwolić sobie na auto z salonu, ale jeśli dokądś wychodzę, to nie muszę oszczędzać i spoglądać w menu. Jestem Adam, nie wyróżniam się w tłumie, bo nawet nie wiem czy chciałbym.

Jestem współudziałowcem małej kawiarni, która mieści się między blokami. Nasi klienci, to osoby, które mieszkają nieopodal. Wielu rozpoznaję po twarzach, niekiedy pamiętam imiona. W kawiarni spędzam tak naprawdę popołudnia i wieczory. Od 8 do 16 chodzę do mojej przeciętnej pracy w urzędzie. Nic specjalnego, najzwyczajniejsza księgowość w towarzystwie starszych pań, które nie potrafią zrozumieć współczesnego świata. Dlatego nie dziw się drogi czytelniku, że tak bardzo lubię być pochłonięty robieniem kawy z ekspresu ciśnieniowego oraz zamawiać kolejne wypieki od zaprzyjaźnionej cukierni.
Praktycznie nie bywam w domu, moja kawalerka, to schludnie urządzone mieszkanie, w którym tak naprawdę tylko sypiam. Mam psa, małego owczarka niemieckiego, wabi się Portos. Z regularnością jego wyprowadzania na spacer bywa różnie, dlatego często proszę o to sąsiadkę panią Marylę. To naprawdę dobra, starsza, żyjąca samotnie pani. Jej pomoc bywa nieoceniona w zderzeniu z moją wieczną pogonią życiową i brakiem wolnego czasu. Ona chyba jest nawet wdzięczna mi za to. Dzięki mnie nie przesiaduje całe dnie w domu bezsensownie wlepiając wzrok w telewizor.

Jest końcówka listopada, spadł pierwszy śnieg, a witryny sklepów atakują nas już gwiazdkowym asortymentem. Niedługo Boże Narodzenie, czas który od dawna stracił dla mnie urok. Traktuję to raczej jako dni wolne od pracy. Zjeżdżam na święta do rodziców, którzy swoją starość spędzają w domu, który pamięta stawianie przeze mnie pierwszych kroków. Jestem ich jedynym synem, dlatego moja nieobecność byłaby dla nich niesamowitą przykrością. Ja nie lubię sprawiać przykrości innym, zwłaszcza swoim bliskim. Choć oni robią to często nieumyślnie, przykładowo mama zawsze pyta:
- Synek, a ty się z kimś spotykasz?
- Nie mamo, nie mam na to zupełnie czasu.
- Mógłbyś nieco odpocząć, założyć rodzinę, tak bardzo chciałabym mieć już wnuki. Przecież ty masz już 28 lat.
Takie rozmowy doprowadzają mnie do szału, ale przed mamą staram się to ukryć. Wolę sobie to wynagrodzić szklaneczką whisky z moim ojcem. On nie porusza takich tematów, interesuje się polityką i jest wytrawnym koneserem alkoholi. Niegdyś uważał, że powinienem otworzyć bar, ale należąca do mnie i Dominika kawiarnia zaczęła dobrze prosperować i tym sposobem zamknąłem ten temat.

Tak naprawdę w okresie przedświątecznym czuję się wyjałowiony. Prezenty dla rodziców jestem w stanie kupić w ciągu 30 minut. Dla taty butelka z dobrym trunkiem, a dla mamy coś kobiecego, co pozwoli jej zabłysnąć wśród koleżanek. Co roku powtarzam ten niezmienny rytuał. Wchodzę do najbliższego centrum handlowego, zaglądam do pierwszych lepszych sklepów i szybko znajduje to, co ucieszy moich rodziców. Także teraz postanowiłem tak zrobić. Przedzieram się przez tłum ludzi pochłoniętych gorączką świątecznych zakupów i cicho przeklinam to szaleństwo, bo nie rozumiem tego zupełnie.

W końcu wchodzę do sklepu z damską odzieżą i szukam marynarki dla mojej mamy. Po chwili sam siebie zaskakuję, ponieważ zdecydowałem się na zakup czegoś, o czym nie mam bladego pojęcia. Jednak już po chwili podchodzi do mnie ekspedientka, co jest normalne w sklepie, który liczy na wysoki utarg w tym gorącym okresie sprzedażowym. Usłyszałem za plecami głos:
- Czy mogłabym panu w czymś pomóc?
- Tak, szukam eleganckiej marynarki dla kobiety po pięćdziesiątce – odpowiadam sucho, po chwili odwracając się i..
Doznaję bardzo miłego zaskoczenia. Przede mną stoi drobna dziewczyna, ubrana w schludny kombinezon obowiązujący w tym sklepie. Jej długie blond włosy zostały spięte w wysoki kok, coś na wzór gejszy. Uroku dodawał jej delikatny makijaż, podkreślający jej oczy oraz przypudrowane różem policzki. Powoli zaczynałem mieć do siebie żal, że tak oschle podszedłem do sprawy.
- Czy to ma być marynarka o jasnym kolorze? Czy może ciemnym? – zapytała z nutką ciekawości, którą wyczułem w jej głosie.
- Szczerze, to nie mam pojęcia. Chyba raczej skłaniałbym się ku czerni lub w odcieniach brązu – wybełkotałem bez pomysłu.
- To może ta brązowa, świetnie uszyta i z ciekawym kołnierzem? – zapytała z pełnym zaangażowaniem.
- Dobrze niech będzie ta, potrzebuję rozmiar 38 – odpowiedziałem lekko oszołomiony tym, że rozmawiam z naprawdę bardzo atrakcyjną kobietą.