Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 4
SłabyŚwietny 

Pragnienie

Sandra Zarychta

 

W wielkim pokoju pełnym innych dzieci, na podłodze siedziała mała Klara. Od zawsze myślała, że rodzice specjalnie ją porzucili. Nie wiedziała jednak, że prawda jest inna.

Jej pokój był biały i ciasny. Mieszkała z siódemką dzieciaków, które nie dawały jej spokoju. Kiedy wszyscy kładli się spać, Klara zawsze zastanawiała się nad swym życiem, i co wieczór powtarzała:

-„Nikt mnie nie chce. Jestem bezużyteczna i beznadziejna”.

Myliła się, co do tego, że nikt jej nie chce. Po prostu nie wiedziała, iż nazajutrz przyjdzie odwiedzić ją rodzina, która ”potrzebuje” dziecka.

Do domu dziecka przychodzą Julia i Robert. Natychmiast za-uważają w Klarze coś niezwykłego, coś, co wyróżnia ją od innych dzieci. Julia czeka na schodach. Tymczasem Robert rozmawia z dyrektorką o adopcji.

-„To potrwa bardzo długo. Nic o niej nie wiemy. Jest jak X spo-śród tylu matematycznych zagadek”.

-„Niech nie porównuje jej pani do liczb. To dziecko, które po-trzebuje rodziców”.

Do dyrektorki, która jest w swym gabinecie, wchodzi Klara. Ko-bieta każe jej zostać. Robert wpatruje się dziewczynkę, którą to de-nerwuje. Następnie wybiega z płaczem. Na schodach spotyka ją Julia.

-„Co się stało?”

Nie otrzymuje odpowiedzi. W końcu bierze dziewczynkę na ręce, która nie oponuje.

-„Jak masz na imię?”

-„Klara.”

Po chwili przychodzi Robert, który widzi żonę z Klarą. Natychmiast każe jej się wstawić u dyrektorki. Kobieta informuje małżonków, że za jakiś tydzień dziewczynka będzie z nimi.

Mija czas niepokoju. Małżonka odwiedza dziewczynkę, ale w pokoju jej nie ma. Gdy wchodzi do łazienki, Klara ucieka. Coraz bardziej się odsuwa. I przypadkowo rani się w nogę. Julia mówi do niej, żeby się nie bała. Jeszcze dziś zamieszka z nimi. Dziewczyna jest uparta. Do pokoju przychodzi Robert, który informuje obie panie, żeby się pakowały. Julia pomaga jej się pakować. Ta prosi ją, by zostawiła ją chwilkę samą. Następnie żegna się ze znajomymi. Od ro-dziców zastępczych dostaje maskotkę. Dziewczynka informuje Julię,

iż bardzo źle się czuje. Kobieta prosi Roberta, by się zatrzymał. „Matka” przesiada się na tył samochodu. Bierze dziewczynkę na ręce i przytula do siebie.

Klara ogromnie się dziwiła, czemu to ją właśnie wybrali. Przecież nie mogła chodzić. Poruszała się na wózku i choć marzyła o rodzicach, teraz to wydawało jej się dziwne. Z jednej strony jej marzenie się spełniło. Ma rodzinę, ale co teraz ma zrobić? O czym ma marzyć? O czym ma śnić? Nie znała odpowiedzi na te pytania, lecz choć przez chwilkę poczuła się szczęśliwa.

Dorastała we wspaniałej rodzinie. Miała brata i rodziców, któ-rzy obdarzyli ja ogromnym uczuciem. Nagle coś pękło. Klara potrze-bowała nie tylko ich miłości, ale swojej, tej wyśnionej. Chciała wła-snego rycerza na białym koniu, który ją wyleczy. Pragnęła miłości mężczyzny, który ją uchroni, i przy którym poczuje się bezpiecznie. Julia i Robert bardzo się o nią martwili. Wbrew jej woli zabrali ją do lekarza.

Był to młody mężczyzna, jeszcze przed trzydziestką. Bardzo spodobał się Klarze, która przy badaniu się zarumieniła. On dostrzegł to, lecz chciał pozostać obojętny swojej pacjentce.

Przez wiele tygodni kombinował, analizował i przeglądał książki, aby tylko pomóc tej dziewczynie. Potrzebna była operacja i to nie

jedna. Po kilku podejściach coś go ruszyło. Wiedział, co teraz ma zrobić, ale dziewczyna się opierała. Była załamana, gdyż po tylu próbach się nie udało, to, dlaczego teraz miałaby zacząć chodzić. Lekarz pocieszał ją. Świetnie mu to wychodziło. Był pewien swego. Tego wieczoru Klara wyzbyła się emocji i wreszcie wyznała mu, iż jest w nim zakochana.

Pierwsza powieść Katarzyny Redmerskiej