Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 1
SłabyŚwietny 

Narcystka

W pewnym miasteczku w stanie Olkusz żyła sobie pewna rodzina. Ojciec pijak, matka alkoholiczka. Nie posiadali nic oprócz miłości. Posiadali wszystko oprócz pieniędzy. Najbardziej kochali swoją małą dwuletnią córeczkę. To jej rezolutność, uśmiech oraz wigor napędzały ich do dalszej egzystencji. Mieszkali w małym drewnianym domku. Mimo tego, że alkohol rządził jeżeli chodzi o dietę obojga rodziców, mieszkanie było zadbane i schludne. Dziewczynka też nie chodziła głodna wszystko za sprawą sąsiadów, którzy bardzo lubili młode małżeństwo i pomagali im jak tylko mogli.

Pewnego dnia matka pokazała dziewczynce wielkie lustro. Mała spojrzała i zobaczyła po drugiej stronie jakąś postać. Na początku przyglądała się nieufnie, powoli zbliżając się ku swojemu odbiciu. Kiedy była już jakieś pół metra od nieznajomej postaci, uśmiechnęła się. Odpowiedź dziewczynki z lustra była oczywiście identyczna. Wtedy postanowiła podejść bliżej i dotknąć nowopoznaną osobę. Najpierw próbowała dotykać ręką – taki sam ruch oczywiście wykonało jej odbicie – później zdecydowała się na odważniejszy krok i pocałowała swoją koleżankę. W końcu zaczęła całować ją bez ustanku, cmokała, muskała ustami, lizała, przystawiała nosek. Rodzice w tym czasie kończyli butelkę „Czerwonej kartki”, kiedy zobaczyli co wyprawia ich mała córeczka nie mogli powstrzymać się ze śmiechu. „Nasza córeczka zdobyła pierwszą przyjaciółkę, Halinka musimy to opić”

Dwadzieścia lat później. Justyna stoi przed lustrem, lekko muskając rzęsy drogim tuszem. Na koniec malowania, zaczyna namiętnie całować lustro, jakby całowała się z własnym chłopakiem. Rytuał ten wykonuje odkąd pamięta, nie wie dlaczego to robi, po prostu dzięki temu może iść z uśmiechem do pracy. Nigdy nie miała chłopaka, znaczy się kiedyś miała, ale uznała, że woli całować się z własnym odbiciem. Od tamtej pory trzyma ich od siebie z dala. Każdego, który wykazuje jakieś zainteresowanie jej osobą odstrasza swoim dziwnym zachowaniem. Kiedyś starał się o nią znajomy z pracy. Justyna, błyskawicznie to wychwyciła, więc zaczęła odstawiać w jego obecności maskaradę, a mianowicie udawała odgłosy zwierząt.

- Cześć, jak leci? Ze wszystkim sobie radzisz? – zapytał zatroskany adorator.

- Ioioio – zaczęła udawać dźwięki osła.

Adorator okazał się twardym gościem i nie chciał się tak łatwo poddać.

- Co robisz wieczorem? Może poszlibyśmy razem na kolację?

- Ihaaa, Ihaaa, - odpowiedziała po końsku. Potem jeszcze zaczęła parskać i zarzucać swą bujną grzywą.

Adorator w końcu złożył broń, bo kto by chciał pokazywać się publicznie z półczłowiekiem półkoniem, albo półosłem. Justyna wróciła z uśmiechem na ustach do domu, przypominając sobie zażenowaną minę kochasia. Zmyła makijaż i zaczęła całować się ze swoją miłością, kiedy doszła, wreszcie mogła spokojnie pójść spać.
Autor: stonoga