Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 5
SłabyŚwietny 

Nazywam się Amelia i mam 20 lat. Pracuję w pubie, w którym dorabiam, aby móc kontynuować studia w Warszawie. Obrałam sobie za cel, że będę samowystarczalna, niezależna od moich rodziców. Uwierzyli w to także oni, czego rezultatem był brak przelewów na moje konto bankowe. Studia dzienne połączone z nocną pracą to nie lada wyzwanie. Każda nocka jest zarwana, ale nie ze względu na naukę, a właśnie kręcenie się po pubie i dogadzanie podpitym gościom. Nic lepszego nie udało mi się znaleźć, a stawka za godzinę okazała się bardzo kusząca. Mój szef w ogóle nie jest wyrozumiały. Najchętniej chciałby, żebym w pracy była całą dobę. Zawsze tłumaczy mi, że on nie studiował, więc po co mi ten wymysł, to zwykła moda, która nikomu do niczego nie jest potrzebna. Gdybym zrezygnowała ze studiów na rzecz pracy w pubie, to rodzice przestaliby się kompletnie odzywać.

Pewnego wieczoru, podczas gdy bar pękał w szwach od nadmiaru gości przytrafiło mi się nieszczęście. Idąc środkiem sali wpadłam na jednego z gości i upuściłam tacę pełną kufli napełnionych po brzegi piwem. Trzask i syf jaki powstał po strąceniu tego wszystkiego był niesamowity. Mina właściciela mówiła wszystko. To był mój pierwszy i ostatni błąd. Po zakończonej zmianie, szef poinformował mnie, że już nigdy nie mam pokazywać mu się na oczy. Rozpłakałam się i mimo moich błagalnych próśb szef był nieugięty. Wyszłam przez zaplecze i pieszo udałam się do domu. Zaczepił mnie starszy mężczyzna, przedstawił się jako Andrzej i zapytał dlaczego płaczę. Poinformowałam go o utracie pracy. Podając chusteczkę zaproponował mi, że jutro pójdziemy na kawę, zapisał swój numer i tajemniczy mężczyzna zniknął z horyzontu.

Następnego dnia obudziłam się dopiero w południe. Po pobudce zdałam sobie sprawę, że nie mam pracy i nie wiem co ze sobą zrobić w ten weekend. W kieszeni jeansów znalazłam kartkę z numerem telefonu i imieniem Andrzej. Nie zastanawiałam się długo i stwierdziłam, co mi szkodzi, zadzwonię i przejdę się z tym facetem na kawę. Był nawet przystojny i miły. Zaskakująco szybko odebrał telefon, tak jakby czekał na ten moment. Ustaliliśmy miejsce i godzinę spotkania. Postanowiłam ubrać się schludnie, ale niewyzywająco, żeby Andrzej nie pomyślał, że jestem pierwsza lepsza. Pojawiłam się w kawiarni, a on już tam był. Wzięłam cappuccino, a on sączył swoje americano. Świetnie mi się z nim rozmawiało, był inteligentny i miał cięty dowcip, ale w końcu zapytałam, dlaczego tak nieoczekiwanie w nocy zaproponował mi spotkanie. Przeszedł od razu do rzeczy. Był świadkiem całego zamieszania w pubie, widział jak strąciłam wszystkie kufle na podłogę. Słyszał też krzyki z zaplecza i spodziewał się jaki może być rezultat całego zdarzenia. Powiedział też, że właśnie dzisiaj stał się właścicielem tego pubu, ponieważ zaproponował taką sumę ówczesnemu właścicielowi, że ten długo nie musiał się zastanawiać nad jego sprzedażą. Poprosił, abym dzisiaj pojawiła się w pracy. Myślałam, że śnię, spotkałam księcia z bajki, który wydawałoby się, że robi wszystko, aby uratować mnie z tarapatów. Czy to możliwe, żebym miała takie szczęście? Nie dawało mi to spokoju, chciałam zostać poinformowana, dlaczego to wszystko robi.

Wytłumaczył mi to bardzo szybko, nie widział jeszcze żadnej kobiety, która w tak powabny sposób poruszała się z tacą. Katastrofa, która miała wczoraj miejsce była jego zdaniem nieszczęśliwym wypadkiem. Chciał mojego powrotu, ale pod jednym warunkiem. Andrzej poinformował mnie, że z pubu ma zamiar zrobić klub nocny, więc dojdzie mi kilka nowych obowiązków oraz zmieni się strój służbowy. Wiedziałam, że gdzieś w tym pięknym śnie musi tkwić jakiś haczyk. Wysokie zarobki miały stać się jeszcze wyższe i nadal miałam podawać drinki oraz zabawiać gości rozmową.

Podziękowałam za propozycję i ją zdecydowanie odrzuciłam. A wiecie dlaczego? Należy się szanować, choćby sytuacja była dramatyczna, to nie należy robić wszystkiego dla pieniędzy. Dzisiejszy świat jest pełen brudu, a jeśli wszyscy będziemy w to brnąć, to nigdy nie ulegnie to poprawie. Ta rozmowa z Andrzejem dużo mi dała. Wyszłam oburzona ze spotkania i po powrocie do domu wydrukowałam swoje CV. Rozniosłam w kilka miejsc i byłam zdziwiona, że tak szybko udało mi się znaleźć pracę. Nie jako kelnerka, ale jako pracownik sklepu odzieżowego. Spokojniejsza atmosfera i coś co lubię. Po krótkim czasie udało mi się awansować na stanowisko kierowniczki sklepu. Znalazłam swoje miejsce, a do tego łatwiej było mi pogodzić nową pracę ze studiami. Poprawił się też mój kontakt z rodzicami, którzy nie informując mnie, zaczęli znowu wspierać mnie także finansowo, ale przede wszystkim mentalnie częstymi telefonami.

Pamiętajcie, czasami trzeba odbić się od dna, aby odrodzić się na nowo. Zło zwyciężaj dobrem...