Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 6
SłabyŚwietny 

Chciałabym zapomnieć, zagrzebać wspomnienia tak głęboko, aby nigdy nie móc już po nie sięgnąć….

I nie o wstyd chodzi, chociaż powinno…. Tylko o żal-okrutny żal, że to koniec-, że już, że nie ma nic więcej. Właśnie dociera do mnie, jak bardzo przeżarł mnie egoizm- jak bardzo straciło na znaczeniu dotychczasowe życie, ludzie i normalny świat. Jestem tylko ja i moje pragnienie. Ten, kto przeżył miłość w amoku, pożądanie te prawdziwe, zaślepienie pragnieniem bycia z kimś, ten wie i rozumie, o czym piszę. Nigdy nie spodziewałam się, że stracę kontrolę nad własnym ja, nad ideami, które towarzyszyły mi dotąd. Został tylko pierwotny instynkt i żądza. Rozum odszedł.

Taki niepozorny się wydawał..Jedyny plus, że wysoki. Nie mój typ- za szczupły, za nieśmiały, skryty. Poczucie humoru też zwodnicze-od początku denerwował mnie swoją obecnością. Pracowaliśmy razem, ale kontakt sporadyczny… drażniła mnie jego postawa, ironia przebijająca w każdej wypowiedzi. Tak minęły trzy lata we wzajemnej niechęci i ostrożności względem siebie. Każdy z nas miał poukładane życie. Każdy w związku i z planami na przyszłość. On z ustaloną datą ślubu i wyjazdem w tle. Do tej pory nie wiem, co się stało. Co sprawiło, że jego za szczupłe palce, brązowe oczy, pełne usta i ta ironia, którą roztaczał wokół siebie… zawładnęły mną. W jednym momencie, w sekundzie poczułam dreszcz, który nie mija do tej pory…przypadkowe dotknięcie jego ręki miało siłę pioruna. Od tej pory żyję jak w letargu.

Ten drobny gest stworzył lawinę, która pochłonęła mnie i jego.. przez długi czas opierałam się temu, co pomiędzy nami zaistniało. Niepojęte, jak wpływał na mnie jego głos- prawie szept. Nagle te wielkie brązowe oczy świdrowały mnie na wylot a ja czułam się naga pod jego spojrzeniem. Ucisk w piersi narastał za każdym przypadkowym zetknięciem się rąk, spojrzeniem czy w końcu słowem. Mętlik w głowie nie dawał żyć- miotały mną sprzeczne uczucia. Czy tylko ja to czuję? Czy może oboje?

Straciłam głowę- czekałam na każdy przejaw jego obecności udając, że go nie zauważam, że nie istnieje dla mnie. Panicznie bałam się, że źle odbieram sygnały, że to tylko gra wyobraźni.

A potem nagle… bum. Pierwsze zetniecie się naszych warg… takie lekkie, niepozorne..badające. Następne troszkę szybsze, mocniejsze.. i wreszcie…rozchylone wargi, badający język ciągle jeszcze niepewny, pytający. Cichy jęk nie wiadomo z czyjego gardła…Jego ręce wsuwające się pod koszulkę, głaszczące plecy w górę i w dół..Szał serc.. szybkie oddechy, niespokojne ręce. Nie potrafiłam oderwać warg- jego słodki ciepły język kusił obietnicą wielkiej rozkoszy. Dotyk jego włosów na mych palcach, zapach jego skóry, szepty..Pierwszy raz zatraciłam się w kimś tak zupełnie, tak prawdziwie. Przestałam myśleć- pragnęłam tylko jeszcze więcej…

Oderwaliśmy się od siebie nagle… przeprosiny z każdej strony, zarzuty o prowokowanie, o zachęcanie a tak naprawdę ogromne jeszcze wtedy wyrzuty sumienia. Jak mogliśmy?! Dwoje dorosłych ludzi- dwoje myślących i kierujących się rozumem w swoim życiu..Obietnica, że nigdy więcej.

Długo walczyliśmy, opieraliśmy się tej sile, która pchała nas ku sobie. Schodziliśmy sobie z drogi, unikaliśmy wszelkiego kontaktu, spojrzenia czy słów. To najgorsza kara dla człowieka- być, czuć i nie mieć tego, czego pragniemy. Przestałam jeść a zaczęłam palić. Wtedy przynajmniej nie widać było trzęsących się rąk…Wieczory przy winie, aby nie myśleć. Kłótnie o wszystko z partnerem…

Sny. One były najgorsze. Co noc atakowały bardziej zaciekle. Każdego ranka miałam wrażenie jakbym ciągle śniła. Nie potrafiłam odróżnić jawy od snu...
Przegraliśmy naszą walkę. Chyba od początku była ona skazana na klęskę…

Decyzją szefostwa mieliśmy stworzyć w zespołach aktualne propozycje nowych projektów. Praca 24h na dobę, aby zmieścić się w terminach…razem. Nie pamiętam tych dni… całą energię poświęciłam na wyłączeniu zmysłów. Jego obecność odbierała mi powietrze potrzebne do oddychania.Tylko na tym próbowałam się skupić. To nie mogło się udać. Napięcie do granic możliwości. Wystarczyła iskra, aby nastąpił wybuch…