Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 96
SłabyŚwietny 

 

- Nie płacz, proszę.. na pewno jesteśmy w stanie coś na to poradzić. Tylko mi powiedz o co chodzi - powiedział zakłopotany

- Rzecz w tym, że nie mogę Ci tego powiedzieć, nie zrozumiesz mnie - odpowiedziałam jąkając się. Korzystając z chwili gdy namyślał się co odpowiedzieć wyślizgnęłam mu się z rąk i pobiegłam przed siebie. Udawałam, że nie słyszę jego krzyków. Nie patrzyłam pod nogi i wpadłam na kogoś. Runęłam na ziemię jak długa. Gdy odgarnęłam włosy z twarzy zauważyłam, że jest to Bartek. Jęknęłam w duszy i wstałam. Niestety mnie zatrzymał.

- Co jest? - zapytał kojącym głosem - zawsze mogłam na niego liczyć. On jako jedyny wiedział o mojej nieszczęsnej miłości. Był dla mnie jak brat. Po chwili zauważył stojącego kilka metrów za nami Filipa, który chyba postanowił dać nam pogadać. Jednak ja nie miałam zamiaru tego robić.

- No tak.. oj Ola, coś ty narobiła. Powiedziałaś mu?

- Oczywiście, że nie! - zawyłam - jakby się dowiedział to by był koniec..

- Nie wiesz tego - odparł rezolutnie. Zawsze tak mówił, jakby na siłę starał się mnie pocieszyć. Nie miałam zamiaru kontynuować naszej rozmowy i pobiegłam dalej. Bartek nie miał zamiaru mnie zatrzymywać. Pewnie pomyślał, że muszę pobyć z tym sama. Czasem miałam wrażenie, że zna mnie lepiej ode mnie.

Biegłam tak szybko, że aż sama się sobie dziwiłam. Nigdy nie lubiłam biegać i nie miałam kondycji. To pewnie emocje dodały mi sił. Wpadłam do domu jak burza, na szczęście nikogo nie było. Uwaliłam się na łóżku i wtuliłam głowę w futerko mojego kota. Mirabelka mruczała rozkosznie, zawsze mi to poprawiało humor. Światło padało mi na twarz przez dachowe okna, było jeszcze wcześnie. Ściemniać zacznie się dopiero za jakąś godzinę. Zbliżały się wakacje, dzień był coraz dłuższy. Niestety nie byłam w stanie nie myśleć o tym co się wydarzyło. Powróciły kompleksy co do mojego wyglądu. Schudłam ponad 5 kg, ale wciąż czułam się gruba. Nabrałam troszeczkę mięśni i tyle. Rodzice są ze mnie dumni, ale ja najchętniej schudłabym jeszcze z 15. Tak naprawdę to nigdy nie lubiłam swojego ciała i chyba nigdy nie polubię. Zawsze widziałam w nim największy problem i tłumaczyłam sobie nim swoje miłosne niepowodzenia. Bartek zawsze gdy mu o tym opowiadałam mówił, że jestem głupia. Jemu się podobam i czasem mnie to pociesza. Kiedyś chciał ze mną być, ale porozmawialiśmy szczerze i doszliśmy do wniosku, że to się nie uda. Jesteśmy dla siebie jak rodzeństwo.

Te całe przemyślenia i fakt, że byłam zmęczona płaczem sprawiły, że zrobiłam się senna i nawet nie wiem w którym momencie zasnęłam. Obudził mnie dzwoniący telefon. Zerwałam się z łóżka i wzięłam do ręki swoją komórkę. Dzwonił Bartek.

- Słucham? - powiedziałam zaspanym głosem

- Już dobrze chomiczku? Powiem Ci, że mam pełne prawo do tego by być z siebie dumnym. Tylko od razu Ci mówię byś poczekała z \'\'zabijaniem mnie\'\'

- Coś ty narobił? - warknęłam

- Spokojnie, nie dramatyzuj. Jak sobie poszłaś Fapcio był bardzo roztrzęsiony. Wypytywał się mnie czy wiem o co może Ci chodzić. I wtedy mi coś powiedział. Mieliśmy szczerą rozmowę i opowiedziałem mu co nieco. Nie wszystko. Więcej Ci na razie nie powiem.

- Ty... - zaczęłam przywołując sobie w głowie wszystkie możliwe wyzwiska, ale on się już rozłączył. Miałam zamiar oddzwonić, niestety nie zdążyłam bo właśnie przyszedł do mnie SMS: \'\'wyjdź przed dom\'\' od Filipa. Serce zaczęło mi walić jak szalone. No to super.. powie mi, że powinniśmy zakończyć naszą przyjaźń. Nie zniosę tego współczującego spojrzenia, po prostu nie zniosę. Po chwili namysłu stwierdziłam jednak, że muszę stawić mu czoła, ponieważ w innym przypadku wyjdę na tchórza. Wstałam z łóżka i pobiegłam do łazienki by doprowadzić się do ładu. Miałam całą opuchniętą twarz i potargane włosy. Jęknęłam głośno i chwyciłam jakieś kosmetyki szamocząc się i co po chwilę coś upuszczając. Efekt moich starań nie był zachwycający, ale więcej nie byłam w stanie osiągnąć. Schodząc po schodach wyjrzałam przed okrągłe okno wychodzące na ulice. Stał przed moją furtką z rękami w kieszeniach. Żołądek podjechał mi do gardła. Gdy mnie zobaczył zgarbił się i z zakłopotaniem zaczął się bawić sznureczkiem od bluzy. Było widać, że się denerwuje.