Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 10
SłabyŚwietny 

- No to ja już lecę, pa! – krzyknęłam do Ryan’a który był właśnie w toalecie na górze. Kolejny dzień, ciekawe co tym razem przytrafi mi się w nowej szkole. Znowu na kogoś wpadnę i wyleję na niego sok? Czy może raczej po raz kolejny zderzę się z jakimś aroganckim typem? Wszystko jest możliwe, i tego właśnie się boje. Wchodzę na główny plac, ponownie moim oczom ukazuje się niezliczona liczba nieznanych mi twarzy. Wzdycham i idę prosto do drzwi, słońce dzisiaj mocno grzeje więc im szybciej tam dotrę to nie tylko ukryję się przed spojrzeniami innych ale także uda mi się uchronić moją skórę od poparzenia. W końcu udaje mi się, docieram do skrzydlatych drzwi i wślizguję się do środka. Kierują swoje kroki do szatni by zabrać z niej książki które będą mi potrzebne na pierwszej lekcji. Otwieram ją, znajduję to co chcę, a kiedy z powrotem wkładam kluczyk by następnie go przekręcić i zamknąć szafkę, ktoś zakrywa mi oczy dłońmi. Przyznam że trochę się wystraszyłam, bo raczej nie były to dłonie Nancy. Tuż przed tym jak znalazły się na mojej twarzy zdążyłam się spostrzec iż należą do chłopaka.

– Zgadnij kto to. – usłyszałam po chwili, tak jak podejrzewałam, męski głos. Od razu zorientowałam się, że gdzieś go już słyszałam, sekundę później dociera do mnie że to on. Zabieram jego ręce i odwracam się. Kiedy to robię zauważam przed sobą tego samego chłopaka, którego "poznałam” na wuefie. Jestem trochę, a raczej bardzo zdziwiona jego zachowaniem ale zachowuję spokój, wzdycham i pytam.
– Czego ode mnie chcesz? – kiedy zadałam to pytanie spojrzał na mnie tak jakby nie wiedział dlaczego pytam w taki a nie inny sposób. Po minucie jednak chyba dociera do niego o co mi chodzi, tak jak wcześniej ja, wzdycha i mówi.
– No tak. Wiem, to jak się wczoraj zachowałem nie było dobre, przepraszam. Miałem po prostu gorszy dzień… normalnie to bym się tak nie odezwał, naprawdę. Wybacz, nie chciałem cię tak zdenerwować, jesteś w stanie o tym zapomnieć i jest szansa na to abyśmy się pogodzili? – jego słowa bardziej mnie szokują niż cokolwiek innego. W jednej chwili moją głowę zapełniają miliony przeróżnych myśli. "Co się stało, że tak nagle zaczął mnie przepraszać?, ” A to co mówiła mi wczoraj Nancy? Podobno on zawsze taki jest. ” Nie wiedziałam jak mam zareagować na to co powiedział, a może jednak dobrze by było zapomnieć? W sumie, teraz wydaję się być całkiem sympatyczny, może faktycznie miał wtedy zły dzień… Z tych rozmyślań wyrwał mnie jego głos. – To jak będzie? – otrząsnęłam się i znowu spojrzałam w jego oczy, które swoją drogą były cudowne. Nie chodzi o to że mi się spodobały, bo należą do niego, ja po prostu kocham brązowe oczy. Zacisnęłam wargi, rozszerzyłam lekko powieki i powiedziałam.

- Czemu nie. – po tych słowach na jego twarzy zauważyłam uśmiech.
– Tylko ostrzegam, jeśli jeszcze raz przydarzy się taka sytuacja, nie potraktuję tego tak ulgowo, zapamiętaj to. A teraz przepraszam, ale muszę już iść. – ostatni raz spojrzałam na chłopaka stojącego kilka centymetrów ode mnie i zaczęłam powoli iść w stronę sali matematycznej. Gdy już się pod nią znalazłam usiadłam na ławce która była tuż przy drzwiach. Obserwowałam ludzi czekając cierpliwie na dzwonek, obawiałam się że Nancy już się nie pojawi, a jednak! W ostatniej chwili podbiegła pod klasę.

– Udało mi się, nie spóźniłam się. ; zaczęła mówić od razu kiedy pojawiła się przy mnie. Zaśmiałam się cicho pod nosem i wstałam. Nauczyciel otworzył klasę i mogliśmy wejść do środka. Czterdzieści pięć minut później bez wahania mogłam stwierdzić że była to najgorsza lekcja jaką mogliśmy mieć. Nie dość że jestem tak kiepska z matmy to jeszcze na dodatek nie mogłam się skupić. Ta lekcja wlokła się w nieskończoność, kiedy jednak zadzwonił mój upragniony dzwonek na przerwę, jako pierwsza znalazłam się na korytarzu. Tak samo jak poprzednio usiadłam na ławce pod salą dwieście sześć. Wyjęłam z plecaka zeszyt oprawiony w brązową okładkę, otworzyłam go prawie na samym środku i wlepiłam wzrok w tekst który znajdował się na kartce po lewej stronie. Przeczytałam go po raz nie wiem który, a zaraz potem coś dopisałam. No tak, przecież nie wiecie o co chodzi… od kilku tygodni pracuję nad nową piosenką, jednak za nic nie mogę jej skończyć. Non stop coś przychodzi mi do głowy, ale zaraz potem druga część mnie mówi że to nie pasuje. Ile razy już mazałam długopisem po kartce skreślając nie pasujące linijki teksu, tego nie da się zliczyć. Po raz setny westchnęłam, nawet nie zorientowałam się kiedy Nancy siadła obok mnie i zaczęła przyglądać się mojej "pracy”. Patrzyła się prosto w zeszyt, przyznam trochę mnie to rozzłościło, bo nienawidzę kiedy ktoś to robi, ale tym razem nie zareagowałam. Uśmiechnęłam się słabo i spojrzałam na nią. Po chwili ciszy która zapanowała między nami, co nie miało większego znaczenia bo na całym piętrze i tak panował ogromny chaos.

- To jest świetne. Nie dość że wspaniale śpiewasz, to jeszcze potrafisz pisać, masz talent. – powiedziała i odwzajemniła mój uśmiech.

- Dziękuje… – ta odpowiedź była dosyć nie śmiała. Chyba tak jak każdy lubię, gdy ktoś mówi mi miłe rzeczy ale czasami wprawia mnie to w stan zawstydzenia. Po upływie czasu który liczył raptem dziesięć sekund, przestaję myśleć o naszej krótkiej rozmowie i odruchowo podnoszę głowę. Zrobiłam to dlatego, że w pewnej chwili poczułam na sobie czyjś wzrok, nie myliłam się. Kiedy wykonałam tę czynność, moim oczom ukazał się on. David Carter. Spoglądał na mnie delikatnie przygryzając dolną wargę, wtedy poczułam jak rumieńce wkradają się na moją twarz. Zaraz zaraz, CO? Rachel opanuj się! – zbeształa mnie moja podświadomość. Od jak dawna to robi? Od kiedy się na mnie patrzy? Te pytania były dla mnie strasznie męczące, przez jakiś czas toczyliśmy ze sobą wojnę na spojrzenia. Na całe szczęście, uratował mnie dzwonek na lekcje.

Gdy już dobrnęliśmy do samego końca, mogłam opuścić szkołę. Nawet nie wiecie jak mnie to cieszyło, naprawdę miałam dosyć. Byłam tak zmęczona, że nie miałam siły zupełnie na nic. Gdy znalazłam się przed budynkiem, ponownie go zobaczyłam. Dlaczego? Dlaczego on musi cały czas pojawiać się na mojej drodze, o co tu chodzi? Co prawda już mu wybaczyłam, i można powiedzieć że nic do niego nie mam ale, nie oznacza to że chcę go bez przerwy widywać. Raz, góra dwa wystarczy. A dzisiaj? Oprócz tego, zdarzyło się to już chyba z pięć. On to robi specjalnie? Nie rozumiem. W końcu przestałam o tym myśleć, i po prostu przeszłam obok. Wyszłam przez bramę prowadzącą na ulicę, miałam w uszach słuchawki a w głowie milion innych myśli dlatego nawet nie zauważyłam nadjeżdżającego samochodu. Nie minęła sekunda, a za sobą usłyszałam bardzo głośny krzyk.

- Uważaj! – chwilę później, leżałam już na asfalcie, a nade mną był chłopak. I to nie kto inny, jak ON. Auto przejechało dalej, a ja zakasłałam bo pył z piachu dostał mi się do ust. – Nic ci nie jest? – zapytał w tym samym momencie podając mi dłoń. Chwyciłam ją i wstałam zaraz potem otrzepując się. Patrzył na mnie, a w jego oczach wyraźnie widziałam strach. Bał się o mnie? Ciekawe. Spojrzałam na niego jeszcze raz.

- Jest dobrze. – udzieliłam odpowiedzi na jego poprzednie pytanie i wtedy ujrzałam lekki uśmiech który wdarł się na jego usta.
– Cieszę się. A właśnie… bo nie zdążyłem zapytać… jak masz na imię? – przypomniałam sobie, że podczas naszej rozmowy przy szafce, nie zdradziłam mu swojego imienia. Jedna część mnie mówiła że powinnam to zrobić, druga zaś zażarcie mnie przed tym ostrzegała. Ale że ja nie jestem zbyt rozgarnięta, otworzyłam usta z których wydostały się te słowa.
– Rachel… mam na imię Rachel. – po tych słowach podałam mu dłoń którą uścisnął. On także mi się przedstawił, nie wiem dlaczego nie powiedziałam mu że już poznałam jego imię, wraz z nazwiskiem. Jakoś, zupełnie o tym zapomniałam. Może stało się tak dlatego, że zapatrzyłam się w jego oczy…no co? Gdybym powiedziała że są brzydkie, skłamałbym, a ja nie lubię tego robić. To nie jest w moim stylu, co chyba wyjaśnia też to że tego nie robię. No chyba że miałabym bardzo ważny powód. Gdy już otrząsnęłam się z transu jaki zafundowały mi jego brązowe tęczówki, przypomniałam sobie, że muszę już iść. Oznajmiłam mu to, zaproponował że mnie odprowadzi, ale odmówiłam. Gdy już zakończyłam konwersację z brązowookim, ruszyłam w stronę domu. W słuchawkach leciała właśnie Shawn Mendes- Aftertaste. Zaczęłam ją nucić, przez to nawet nie zorientowałam się kiedy znalazłam się przy drzwiach. Włożyłam cały sprzęt do plecaka, kiedy otworzyłam drzwi moim oczom ukazały się dwie osoby siedzące na kanapie. Rozchyliłam lekko usta pod wpływem szoku, jaki został wywołany ich widokiem.

-Babcia, dziadek! – krzyknęłam i już po chwili byłam w ich ramionach. Tuliłam ich do siebie tak mocno, że myślałam że ich poduszę. Bardzo cieszy mnie fakt że tutaj przyjechali, wspominali że będą nas odwiedzać. – A co wy tu…? Przecież wyjechaliśmy dopiero półtora miesiąca temu.

- Postanowiliśmy sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. – powiedziała, i zaraz potem na jej pomarszczonej twarzy pojawił się uśmiech, który zawsze działa na mnie lepiej niż cokolwiek innego.

- Radzimy sobie. – Usłyszałam głos Ryan’a. – Niedaleko jest liceum, do którego zapisałem Rachel, mi udało się znaleźć pracę. Nie martwcie się o nią, ze mną jest bezpieczna. – po tych słowach podszedł do mnie i dłonią poczochrał mi włosy. Nie zareagowałam na to agresywnie, ponieważ ja nie mam bzika na punkcie włosów, tak jak niektóre dziewczyny, zaśmiałam się i spojrzałam na niego.

- Bardzo nas to cieszy, oboje, jesteście naprawdę silni. Śmierć rodziców, nie była dla was łatwa, a teraz, mimo wszystko… Jesteście naprawdę dzielni. – odezwał się dziadek. Napomknęłam im że nie za bardzo chcielibyśmy, rozmawiać teraz o rodzicach. Byłam zbyt szczęśliwa ich przyjazdem żeby się smucić. Kiedy usłyszeli to ode mnie, w jednej chwili zmieniliśmy temat. Czas spędzony z nimi jest dla mnie naprawdę ważny, zważając na to że, jeszcze nie dawno opiekowali się nami. Zaproponowaliśmy im żeby przenocowali u nas, ale mówili że udało mi się załatwić pokój w hotelu. Nie spierałam się, bo to był ich wybór a ja nie miałam na to wpływu. Smuci mnie tylko to że już jutro wracają. Pytałam dlaczego nie mogą zostać dłużej, jak się okazało, podobno mają różne ważne obowiązki. Choć nie było mi łatwo, pogodziłam się z tym. Gdy już dochodziła godzina dwudziesta druga, wychodzili. Pożegnałam się z nimi, i zamknęłam drzwi wejściowe. Popatrzyłam przez chwilę na Ryan’a, wykrzywiłam usta w uśmiechu, przytuliłam go.

- Dobranoc. – wyszeptałam, po tym jak dał mi taką samą odpowiedź, poszłam na górę.

*

Sobota, zawsze lubiłam ten dzień. Wolne od szkoły, i można robić to co się lubi. Dochodzi właśnie godzina 12.30 dlatego szykuję się na to żeby wyjść trochę pobiegać. Kiedy mam już na sobie sportowy stanik i czarne leginsy do kolan, zabieram butelkę wody i wychodzę. Przez jakiś czas idę, ale zaraz potem zaczynam biec w stronę parku. To że biegam już od dłuższego czasu, miało wpływ na to z jaką prędkością to robię. Za każdym razem staram się pobijać swój rekord w ilości przebytych kilometrów, mam nadzieję że tym razem dobiję do tych 10 kilometrów. Poprzednio mi się nie udało, ponieważ w połowie doznałam urazu kostki. Podczas biegu, jak zwykle słuchałam muzyki z MP4. Patrzyłam przed siebie, jednak w pewnej chwili moją uwagę przykuła pewna sylwetka którą zauważyłam niedaleko. Przystanęłam i zaczęłam patrzeć w tamtą stronę. Chłopak odwrócił głowę w moją stronę i nasze oczy się spotkały. To był on. Brązowooki. Im dłużej na mnie patrzył, tym jego uśmiech się poszerzał. Uniósł delikatnie lewą dłoń. Już chciałam zacząć biec w inną stronę, gdy zauważyłam że kieruje ku mnie swoje kroki. Cholera. Dlaczego nie da mi spokoju? Non stop widujemy się w szkole, to mu nie wystarcza? Gdy już znalazł się przy mnie, zwróciłam uwagę na to, że jest ubrany w szare dresy zwężane przy kostkach i czerwoną koszulkę. Chwilowo stoję i nie ruszam się w żaden możliwy sposób. Nie wiem dlaczego, to jego obecność tak na mnie działa.

- Hej, maleńka. Nie wiedziałem że biegasz. Widać, trochę nas łączy… – po tych słowach po raz kolejny na jego twarzy pojawił się uśmiech. Nie rozumiałam do końca tego, dlaczego bez przerwy mi się przygląda. W pewnej chwili jednak spostrzegłam się że jego oczy przeniosły się na moje piersi. Nie spodobało mi się to co właśnie robi. Zmarszczyłam lekko brwi i powiedziałam.

- Jakbyś nie zauważył, oczy mam wyżej. – kiedy to usłyszał, podniósł wzrok i ponownie spojrzał na mnie. Ręką podrapał się po karku i odpowiedział.

- Przepraszam… nie chciałem, ja po prostu… – westchnął i nie dokończył tego, co mówił. Przewróciłam oczami, i zaraz potem ponownie zaczęłam słuchać tego co miał mi do powiedzenia. – Czego słuchasz? – zapytał. Nawet nie pytając o nic, wziął jedną słuchawkę i przyłożył ją do ucha. – Hm, One Direction… lubię ich. – zdziwiło mnie to co powiedział. On lubi One Direction? Chłopak? bardzo rzadko się to zdarza, byłam w szoku. Uniosłam lekko brwi do góry w geście zdziwienia. Ale tak w głębi, byłam szczęśliwa. Może jednak nie jest taki okropny jak mówiła Nancy? Wiem, że to głupie że tak uważam tylko dlatego że lubi ten sam zespół co ja, ale kto powiedział, że ja myślę mądrze? Po tym jak zamieniliśmy jeszcze kilka zdań, rozeszliśmy się w swoje strony. Chciał pobiegać ze mną, ale stwierdziłam że wolę nie.

Wieczór

Wracałam właśnie ze spaceru, chciałam się chwilę przejść po to by pomyśleć. Dosyć często tak robię, często myślę… to chyba nie dobrze. Ryan mówił mi, że jeśli dalej tak będzie, zapisze mnie na terapię. Ja oczywiście uznałam to za żart, ale on chyba naprawdę o tym myślał. Szłam chodnikiem, wiatr delikatnie muskał moją skórę. W końcu doszłam do pewnego miejsca, które na pierwszy rzut oka mi się nie spodobało. Był to sklep, a przy nim grupa ludzi, według mnie, każdy gdzieś tak po dwadzieścia lat. Już wiele razy słyszałam od Ryan’a że jeśli zobaczę kogoś takiego, to żebym omijała go, lub ich szerokim łukiem.Tak miałam zamiar zrobić, jednak pech chciał że jeden z chłopaków, zwrócił na mnie uwagę.

-E, mała! – usłyszałam po chwili. Szłam dalej i nie zwracałam uwagi na to, że coraz głośniej za mną wołał. Kiedy krzyki ucichły, myślałam że jednak dał sobie spokój skoro nie odpowiadam. Ale nie, zamiast tego, po pięciu minutach poczułam na nadgarstku silny uścisk. Chłopak odwrócił mnie do siebie, gdy tylko spojrzałam mu w oczy, zamurowało mnie.

-Kevin…?- zapytałam niepewnie. W jednej chwili moim całym ciałem zawładnął strach. Co on tu robi? – zapytałam siebie w myślach. Tak dla jasności, Kevin, to mój były chłopak. Byliśmy ze sobą prawie rok.To ja się z nim rozstałam, nie traktował mnie tak jakbym tego chciała. Cały czas na mnie naciskał, za każdym razem kiedy się widzieliśmy, chciał namówić mnie na seks.Jednak nigdy mu się to nie udawało. Gdy już miałam tego dosyć, postanowiłam z nim zerwać. To była ta noc, przyszedł do mnie, kompletnie pijany. Zaczął krzyczeć, że jeśli nie pójdę z nim do łóżka to mnie zabije. Nawet nie wiecie, jak się wtedy bałam. Nie wiele brakowało do tego, aby mnie zgwałcił. Na całe szczęście, Ryan wrócił wtedy do domu. Gdy by nie to, to ja nie wiem jak strasznie by się to skończyło. Do tej pory mam koszmary, i to jest jeden z powodów mojej depresji. Nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się wyleczyć z tej traumy. Ryan wiele razy namawiał mnie, na to żebym zapiała się do psychologa. Odmawiałam, bo twierdziłam że skoro jednak nie doszło do gwałtu, to sama sobie z tym poradzę. Jakoś dałam radę, ale i tak w pełni nie potrafię o tym zapomnieć.

- No hej… dawno się nie widzieliśmy, co nie?- wybełkotał. znowu to samo, jest nawalony. – Przyjechałem do ciebie, nie ciszysz się? Teraz może w końcu, dasz się namówić… – powiedział i pogłaskał mnie lewą dłonią po policzku. Od razu ją odepchnęłam i odsunęłam się o krok.

-Nigdy w życiu. Jeśli naprawdę jesteś taki głupi, i pomyślałeś, że jeśli przyjedziesz, będzie tak jak chcesz, to się myliłeś. -mój ton głosu był stanowczy. Chciałam jak najszybciej zakończyć tą rozmowę, i wrócić do domu.

-Posłuchaj mnie, zobaczysz, że prędzej czy później mi się uda. – warknął i złapał mnie za prawy nadgarstek.

-Zostaw mnie.-wysyczałam przez zaciśnięte zęby, wyszarpałam rękę, i odeszłam nie oglądając się za siebie.

 

Hejo!
Oto druga część "The dark side of love".
Mam nadzieję, że wam się podobała.