Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 7
SłabyŚwietny 

Mój wyjazd delegacyjny dobiegał końca. Ostatni raz rzuciłem okiem na mój pokój hotelowy, aby upewnić się, czy o czymś nie zapomniałem. Klucze, telefon, portfel, jakaś torebka, wszystko znajdowało się w kieszeniach mojej marynarki. Rozsunąłem rączkę walizki i opuściłem lokum. W korytarzu minąłem sprzątaczkę, która zapewne tylko czekała aż dobiegnie końca moja doba hotelowa. Doszedłem do windy i nacisnąłem przycisk. Podczas, gdy czekałem na moment aż rozsuną się przede mną drzwi, dołączyła do mnie interesująca blondynka. Była ubrana w niebieską, zwiewną sukienkę, a jej blond włosy sięgały ramion. Na głowie nasunięte miała okulary przeciwsłoneczne i nerwowo stukała palcami o wierzchnią część uchwytu swojej walizki.

W tym oczekiwaniu milczeliśmy, ale nie uszło mojej uwadze jej ukradkowe spojrzenie na mnie. Nie zrobiłem tego dyskretnie, na co ona zareagowała zalotnym uśmiechem. Przeszła mi przez głowę myśl, że ta winda mogłaby przyjechać w sumie za rok. Niestety w tym momencie była już na naszym piętrze. Po sygnale dźwiękowym drzwi rozsunęły się, a ja zachowując się niczym rasowy gentelman puściłem blondynkę pierwszą. Skinęła głowa w geście podziękowania, mówiąc urocze „dziękuję”. Miała bardzo delikatny głos, od którego biła szczerość.

Po chwili staliśmy już w windzie, nikt poza nami. Wciskając guzik „parter” przeczuwałem, że może być to długa podróż. Jednak nie sądziłem, że aż tak. Postanowiłem przerwać ciszę i przedstawiłem się:
- Cześć, nazywam się Mateusz. Jak to możliwe, że nie spotkaliśmy się wcześniej na tym samym piętrze hotelu? – zagadnąłem, choć po tym jak usłyszałem swoje pytanie na głos, zdałem sobie sprawę jak był to słaby tekst.
- Dorota, byłam tutaj tylko na weekend. Po wielkości twojej walizki sądzę, że byłeś tutaj znacznie dłużej – odpowiedziała, popisując się spostrzegawczością lub wrodzoną inteligencją.
- Zgadza się, byłem tutaj w celach służbowych – po tych słowach, spojrzałem i zreflektowałem się, że moja walizka jest dwa razy większa od skromnego bagażu mojej rozmówczyni.
- Twoja praca wymaga chyba częstego przebierania się, ach te bankiety muszą być męczące – prowokacyjnie dogryzła Dorota.
- To nie tylko praca, ale czas, podczas którego warto dobrze wyglądać, bo nie wiadomo kogo można…

Nie mogłem dokończyć swojej wypowiedzi, która miała przeistoczyć się w wysublimowany komplement, ponieważ winda nagle stanęła, a światło zaczęło mrugać. Po chwili zgasło, a dookoła nas zapanowała ciemność. Najprawdopodobniej padło zasilanie i stanęliśmy między piętrami. Oprócz mroku nastała dookoła nas niepokojąca cisza, którą również postanowiłem gwałtownie przerwać:
- Czy wszystko w porządku? – drżącym głosem zapytałem.

Od drugiej stronie nie otrzymałem jakiegokolwiek odzewu, zupełna cisza, która sprawiła, że zacząłem odczuwać dyskomfort w otaczającym mnie mroku.
- Halo, Dorota, słyszysz mnie? – krzyknąłem.

Usłyszałem paniczne zanoszenie się, tak jakby komuś brakowało powietrza. Oczywiście, zdawałem sobie sprawę, że tą osobą nie może być nikt inny jak Dorota. Po omacku zacząłem poszukiwać kobietę, z którą jeszcze przed momentem rozmawiałem. Aż w końcu moje dłonie poczuły włosy. Nie był to najlepszy sposób na poszukiwanie kogoś w ciemnościach, ponieważ spowodowało to, że wzdrygnęła się i jeszcze bardziej przestraszyła się. Bezskuteczne próby złapania oddechu były wynikiem napadu lęku, całkiem możliwe, że dziewczyna bała się ciemności.
- Słuchaj, już spokojnie, jestem tutaj przy tobie, za moment załączy się zasilanie awaryjne. Spróbuj równomiernie oddychać, nie ma tutaj nikogo poza nami, winda nie runie na dół…

Niepotrzebnie wypowiedziałem te ostatnie słowa. W tej samej chwili usłyszałem pisk i odepchnięcie mojego ramienia:
- Chyba oszalałeś! Nie jesteśmy tutaj bezpieczni, ta kupa żelastwa w każdej chwili może polecieć razem z nami w dół, roztrzaskując się w drobny mak! – wykrzyczała to z siebie, dzięki czemu zaczerpnęła tchu, ale tylko przez chwilę, ponieważ po chwili zaczęła kaszleć.
- Zdecydowanie oglądasz za dużo filmów, to pięciogwiazdkowy hotel, spełniający wszelkie standardy bezpieczeństwa. Postaraj się uspokoić – próbowałem przerwać napad lęku.
Po chwili przypomniałem sobie jedną jakże istotną rzecz. W lewej kieszeni mojej marynarki miałem foliową torbę, która w danej chwili mogła okazać się zbawienna, to ona pomoże mi zapobiec efektom hiperwentylacji. Wyjąłem i rozwinąłem ją, podsuwając pod usta towarzyszce mojej niedoli losu. Miałem wrażenie, że doskonale wie, co należy z nią zrobić. Po chwili atak został złagodzony, a oddech wrócił do normalnego rytmu.

Nastąpił kolejny przełom. Włączyło się światło, a po gwałtownym szarpnięciu winda ponownie w swoim tempie zaczęła zjeżdżać w dół. Pomogłem jej wstać, przy czym spojrzała na mnie z wdzięcznością. Chciała mnie wyściskać, ale zdawaliśmy sobie sprawę, że poznaliśmy się dopiero przed momentem. Szybko przeczesała włosy, zerknęła w lustrze na swój makijaż, tak jakby w przyspieszonym tempie chciała doprowadzić się do porządku. Nadal byłem zdania, że wygląda przecudownie. Nagle winda poinformowała swoim znakiem dźwiękowym, że jesteśmy na miejscu. Pospiesznie postanowiliśmy wyjść z tego ciasnego pomieszczenia, tak jakby obawiając się, że stresująca sytuacja może się powtórzyć.

Wychodząc z budynku Dorota nie zauważyła wystającej płyty chodnikowej. Potknęła się, ale w tej samej chwili znów popisałem się niezwykłym refleksem. Złapałem ją w locie, dzięki czemu wpadła mi wprost w ramiona. Praktycznie kilka centymetrów i jej głowa napotkałaby twarde podłoże:
- Hmm… już drugi raz, w ciągu dnia ratujesz mi życie, a mimo to nadal nie skorzystałeś ze swojej pakownej walizki. Wciąż jesteś w tym samym ubraniu – obróciła niezwykle poważną sytuację w żart.
- Pod marynarkę założyłem strój supermana, który daje świetne rezultaty, także nie widzę sensu przebierania się, nie sądzisz? – wystosowałem niezwykle celną kontrę.
- Rzeczywiście coś w tym może być, Panie Bohaterze – powiedziała, puszczając do mnie oczko.
- Wiesz co? Sądzę, że powinnaś ze mną pójść na kawę, będzie to najbezpieczniejsze rozwiązanie na obecną chwilę. Choć ciepłe napoje mogą być równie niebezpieczne co ciemność w windzie, ale w moim towarzystwie nic ci nie grozi.
Po tych słowach była skłonna uwierzyć mu w każde kolejne deklaracje.

MP