Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 1
SłabyŚwietny 

Antek, nie wiedząc dlaczego, opowiedział historię życia nowemu znajomemu. Czuł, że tylko obcej osobie może się zwierzyć. Od tego czasu panowie spotykali się regularnie w parku i rozmawiali na wszelkie możliwe tematy.  Antek dzięki tym spotkaniom wracał do normalnego życia w społeczeństwie.

- A więc interesuje się pan chemią? – zapytał udając zainteresowanie Elegancki Pan, bo tak nazywał go Antek. Przedstawił się on na pierwszym spotkaniu, ale jakimś dziwnym trafem Antek nie mógł zapamiętać jego imienia.
- Tak, jestem samoukiem. Chemia to dla mnie coś więcej niż nauka, to sens życia – odpowiedział głosem pełnym pasji.
- W takim razie mam dla pana pewną propozycję. Jutro zaprowadzę pana w pewne miejsce – obiecał.

Mimo podekscytowania związanego z nadchodzącym dniem, Antek tej nocy spał wyjątkowo dobrze, co nie zdarzyło się od miesięcy. Czuł, że powinien zaufać temu mężczyźnie.
Kolejnego wieczoru  Elegancki Pan, zaprowadził go do samochodu. Po krótkiej podróży za miasto wysiedli na parkingu przed wyglądającym na opuszczony budynkiem. Obok drzwi głównych znajdowała się klawiatura do wbicia kodu. Elegancki Pan zręcznie wystukał kombinację cyfr. Opuszczony budynek okazał się laboratorium chemicznym, należącym do znajomego Eleganckiego Pana. Było ona wyposażone w najnowocześniejszy sprzęt laboratoryjny. Dla Antka praca tutaj byłaby spełnieniem marzeń. Nie dowiedział się jednak, czym się zajmują w laboratorium i dla kogo pracują.

Spotkania w parku z Eleganckim Panem trwały regularnie. Był on pełen podziwu dla wiedzy Antka i przez swoje uznanie doprowadził do tego, że chłopak zaczął patrzeć na siebie w inny sposób. Podczas kolejnego spotkania niedoszły magister chemii dostał propozycję pracy we wcześniej oglądanym laboratorium. Wreszcie uśmiechnęło się do niego szczęście. W nowej pracy odnalazł ludzi przepełnionych pasją do nauki i nienawiścią do ludzi spoza własnego kręgu. Co ciekawe, wszyscy mieli życiorysy podobne do Antka, byli wyrzuceni poza społeczności, w których żyli. Po kilku miesiącach pracy został w końcu dopuszczony do tajemnic laboratorium. Dyrektorem tej instytucji był niedoszły prezydent  miasta, który pałał zemstą do mieszkańców za to, że nie wybrali go na to zaszczytne stanowisko. Stworzył  miejsce pracy dla wybitnych naukowców, których tylko on umiał docenić, a oni z wdzięczności byli w stanie zrobić dla niego wszystko, to znaczy zrealizować jego plan o ataku terrorystycznym z użyciem broni chemicznej. Pracowano tam nad substancją niewykrywalną przez zmysły ludzkie.  Miała ona trafić do wodociągu miejskiego i uaktywnić się podczas kontaktu wody ze skórą człowieka. Antek był świadomy, nad czym pracuje, jednak nie wzbudzało to w nim wyrzutów sumienia. Wreszcie został doceniony i miał władzę nad ludźmi. To właśnie za sprawą jego wiedzy, udoskonalono tę niebezpieczną substancję. Po wybraniu ochotnika, który wpuścił truciznę do głównego zbiornika wody pitnej, Antek udał się do Instytutu, żeby na własne oczy zobaczyć skutki działania wynalazku. Kiedy szedł korytarzem, zobaczył swoją Panią Profesor wybiegającą z łazienki i próbującą desperacko złapać oddech. Antek poszedł dalej. Substancja działa na każdego inaczej, zależnie od tego, na co ktoś akurat konkretnie chorował. Na piętrze poszedł do męskiej ubikacji. Schował się w kabinie i czekał.

Po dłuższej chwili usłyszał kroki dwóch mężczyzn.
- Boże, jak ta baba smęci na tym wykładzie – to był głos Adama.
- No, ja się pilnuję, żeby nie zasnąć – odpowiedział Marek.
- No trudno, trzeba jakoś przetrwać do końca wykładu – powiedział sennym głosem Adam.

Wyszli na korytarz, a za nimi podążał Antek i czekał na rozwój wydarzeń. Chłopcy podeszli do kranu z pitną wodą. Nalali wody do kubeczków. Po upiciu kilku łyków zaczęli się krztusić. Antek wyszedł wtedy z ukrycia. Mężczyźni dusili się i wyciągali ręce w kierunku Antka w błagalnym geście proszącym o pomoc.
- Nic wam już nie może pomóc. Wypiliście zatrutą wodę. Osobiście ją dla was przygotowałem – wykrzyczał im Antek prosto w twarze.
- Ty diable – zdołał wydusić Adam.
- Tak,  jestem diabłem, ale to wy go stworzyliście.

Słysząc nadbiegających ludzi, Antek uciekł do wyjścia ewakuacyjnego. Adam i Marek już go nie wydadzą.
Po przyjechaniu do laboratorium, zastał wszystkich pracowników wpatrzonych w ekran telewizora. Kiedy go spostrzegli, rozległy się oklaski. Antek zobaczył w telewizji nagranie na żywo z jego miejscowości, podpisane hasłem: zatruta woda w całym mieście. Ludzie dostawali wysypki i puchli na ciele lub kurczyła im się krtań i się dusili. Wśród ludzi widocznym na ekranie byli znajomi, którzy kiedyś uciekali wzrokiem na jego widok. Nagle zaczął wibrować jego telefon. To matka próbowała się do niego dodzwonić. Nie odbierał, więc wysłała mu smsa, że w mieście jest zatruta woda  i ostrzegała, żeby jej nie pił. Może należałoby ją poinformować zawczasu i przywieźć do laboratorium? W końcu to matka. Nie miał z nią dobrego kontaktu, w dodatku miał żal, że go urodziła i naraziła na codzienne upokorzenia. Teraz jego rodziną są ludzie z laboratorium. Nagle ktoś poklepał go po ramieniu. To był Elegancki Pan.

- Dobra robota, młody człowieku. Jesteś wielki. To ty decydujesz o istnieniu tych ludzi. Ludzi, którzy kiedyś tobą pogardzali.
- Czy przypadkiem śmierć nie jest za dużą karą? – Popatrzył z zatroskaną miną.
- Czyżbyś miał  wyrzuty sumienia?
- Nie, chyba nie - Odszedł do pustego pokoju. Chciał zostać sam.