Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 

Poznałam go w pracy. Normalny facet 35 lat, bardzo przystojny więc otoczony wianuszkiem kobiet wpatrzonych w niego maślanym wzrokiem. I ona, mocno od niego starsza, chodząca modliszka, uprzykrzała życie każdej podwładnej która się do niego odzywała.

Jedna z imprez skończyła się gorącymi pocałunkami, potem zaczęły się regularne spotkania, powolne oswajanie się z nim, poznawanie go i nocne rozmowy. Do momentu aż modliszka się o nas dowiedziała. Jak? Nie mam pojęcia, bo z tyłu głowy zawsze miałam czerwoną lampkę żeby nic jej nie mówić. Taka rozgłośnia radiowa na całą okolicę.

Zaczęła oczerniać go w moich oczach, jednocześnie wyznając mu jak bardzo go kocha. Wkurzył się, ochrzanił, zerwał kontakt. O nas nie mówił nikomu. Wiedział co myślę o tej starej raszpli a mimo to czasem coś na jej temat wspominał. Uważał że takie osoby jak ona należy trzymać blisko siebie, bo mogą zaszkodzić. Miał gdzieś moje uczucia.
Za każdym razem kiedy go widziałam, obiecywałam sobie ze to ostatnie spotkanie. Aż w końcu coś we mnie pękło i ucięłam tę znajomość w jednej chwili.

Mamy jakiś tam kontakt, doszły do mnie informacje że on i ona są parą - to chyba było gorsze niż uderzenie w twarz. Boli mnie strasznie że bardzo dużo przełamywania się kosztowała mnie ta znajomość, zawsze starałam się być jak najlepsza a po wszystkich świństwach jakie oni sobie robili i naprawdę niefajnych sytuacjach, wojnach i kłótniach, on wybrał tę kobietę.

Najgorsze z tego wszystkiego jest, że nie mogę o nim zapomnieć i wiem że gdyby chciał, wróciłabym do niego. Nie jestem w stanie go ochrzanić kiedy mnie wkurzy bo boję się że stracę z nim kontakt. Żeby na moment otrzeźwieć muszę przypominać sobie wszystkie momenty kiedy sprawiał mi przykrość, fakt że pod koniec zdradzał mnie z jakąś małolatą (lub się nią pocieszał jak go zostawiłam - taką złudną nadzieję mam do dziś).

Zmarnowałam na niego 2 lata, teraz widzę że mnie wykorzystywał bo byłam w stanie zrobić dla niego wiele, akceptowałam go ze wszystkimi wadami, pozwalałam na dużo bo był uroczy ale mocno zamknięty w sobie.

I teraz każdego faceta który góry dla mnie przeniesie, porównuję do mojego ex a prawda jest taka że do pięt im nie dorasta.
Jestem zmęczona, sfrustrowana i to co brałam za chwilowe zauroczenie, boje się że przerodziło się w miłość do niego. Nawet teraz skoczyłabym dla niego w ogień.

Nie wiem co z tym zrobić, zmarnowałam wystarczająco dużo czasu a końca nie widać. Tęsknota za nim trwa dłużej niż sam związek. A raczej "spotkania".
Czasem mam nadzieję, że ciężko zachoruję, żeby to się już skończyło.