Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 2
SłabyŚwietny 

Podbój wielkiego miasta. Wielu wyobraża sobie ten moment jako rozpoczęcie wielkiej, niekończącej się przygody, która wiąże się z wieloma nadziejami i spełnieniem marzeń. Młody człowiek chce zaspokoić swój głód sukcesu, który jest głównym powodem, dla którego opuszcza swoją rodzinną miejscowość. W jaki sposób odnaleźć się na rynku pracy w mieście, które bardzo często jest dla niego obce? Dlaczego chęć zrobienia kariery jest impulsem do tego, aby wyfrunąć z domowego gniazda?

Przyjazd do dużego miasta wiąże się z chęcią zdobycia określonego wykształcenia, a w szczególności lepszej przyszłości. Przeprowadzka to nowe życie oraz konieczność zdobywania wielu rzeczy od początku. Tak naprawdę nabyte umiejętności w takim momencie będzie można zestawić z rzeczywistością. Żeby przetrwać w tej dżungli trzeba być silnym, ambitnym, a nawet zachłannym. Tutaj nie ma miejsca na podjęcie zawodu zaczerpniętego z dzieciństwa, jak np. strażak lub policjant. Na samym początku należy chwytać się zajęć dorywczych, które często okazują się ostatnią deską ratunku, np. w kwestii terminowego zapłacenia czynszu. Uniezależnienie się od rodziców często bywa motywatorem do poszukiwania zatrudnienia.

Drogę edukacji jaką osobiście obrałem, była już częściowo dostosowana pod specyfikę miasta, gdzie miałem zamiar studiować. Mam tutaj na myśli Poznań, największe miasto w regionie, z niską stopą bezrobocia oraz perspektywami, które nie dawało mi moje rodzinne miasteczko. Kończąc naukę w szkole średniej panowała tzw. moda na studiowanie. Z okolicznych uczelni wyższych właśnie te poznańskie prezentowały najwyższy poziom edukacji. Nie wyobrażałem sobie wyjazdu na drugi koniec kraju. Po pierwsze wydawało mi się, że źle zniosę rozłąkę z rodziną, po drugie nie pozwalała mi na to moja sytuacja materialna. W końcu po trzecie w stolicy Wielkopolski bywałem kilkukrotnie i udało mi się już częściowo poznać miasto, co w kwestii zamieszkania w nim było dla mnie bardzo ważne.

Udało mi się dostać na kierunek studiów, który był moim pierwszym wyborem. Na pierwszym roku należy nauczyć się studiowania. W momencie opanowania techniki tej „tajemnej sztuki” można wyruszyć na podbój rynku pracy. Jako osoba migrująca spoza Poznania, czyli popularny słoik, moje wymagania co do wynagrodzenia są mniejsze niż moich rówieśników, rodzimych Poznaniaków. Dlaczego? Poziom płac w małych miastach jest mniejszy niż w dużych aglomeracjach. Jak to często bywa, płaca jest wyższa, bo życie w wielkim mieście jest droższe.

Tak jak wspomniałem miasto Poznań przyciągnęło mnie licznymi perspektywami. Wiele firm to często znane marki, które nie zakładają swoich placówek w mniejszych miastach. Stąd trafiłem do multipleksu jednego z największych sieci kin w Polsce. Co mnie przyciągnęło do tego miejsca? Niezłe wynagrodzenie, a przede wszystkim możliwość ustalania elastycznego grafiku pracy, co pozwoliło mi na pogodzenie obowiązków pracowniczych z tymi uczelnianymi.

Specyfika pracy z wieloma ludźmi i opierająca się w głównej mierze na kontakcie z klientami bardzo dużo mi dała. Przede wszystkim poznałem wiele osób, które pozwoliły mi także na rozwój sieci kontaktów. W ten sposób tworzy się coś na wzór łańcucha znajomości, który w dalszej części kariery zawodowej mógł okazać się przydatny. Kolejny plusem pracy jako pracownik obsługi kina było zdobycie doświadczeń, przełamanie pierwszych lodów w relacjach z klientem, a to bardzo często pożądana umiejętność, na którą zwracają uwagę pracodawcy.

Rynek pracy podlega ciągłym zmianom ekonomicznym czy też technicznym – stąd, mimo ustabilizowanej pozycji w firmie stwierdziłem, że pora zmienić otoczenie. Zawitałem u pracodawcy, która zaproponował mi całkowicie inny rodzaj stanowiska, a mam tutaj na myśli angaż w biurze. Porzuciłem elementy pracy fizycznej i bezpośredniego kontaktu z klientem, na rzecz spędzania ośmiu godzin w pozycji siedzącej przed ekranem komputera. Mój wiek determinował mnie do podjęcia zatrudnienia w oparciu o umowę o pracę, nie mogłem trudnić się zajęciami, które są bliższe studentom. Trzeba było w końcu spoważnieć.

Lokalny emigrant

Jestem żywym przykładem na to, że można zakotwiczyć w dużym mieście, pochodząc z niewielkiego miasteczka i stać się lokalnym emigrantem. Co należy zrobić? Trzeba być wytrwałym, nie poddawać się i nie zniechęcać. Na początku zaangażować się w coś, co na pierwszy rzut oka nie wydaje się spełnieniem marzeń. Niestety, trzeba szybko zdać sobie sprawę, że nie od razu można zostać prezesem, czy dyrektorem dobrze prosperującej firmy. Trzeba najpierw dać się poznać, zebrać kolejne doświadczenia, które zapełnią CV. Do tego wszystkiego potrzeba jeszcze wiele szczęścia, które przyda się każdemu w zderzeniu z nową rzeczywistością.
MP

Pierwsza powieść Katarzyny Redmerskiej