Szczęśliwe zakończenie

Alternatywna wersja zakończenia powieści "Chłopcy z Placu Broni"

📚 Utwór: "Chłopcy z Placu Broni" ✍️ Autor: Ferenc Molnár 📍 Miejsce: Budapeszt 📅 Rok: 1907

Poniżej prezentujemy alternatywną interpretację zakończenia kultowej powieści. W tej wersji losy młodego Ernő Nemecseka przybierają bardziej optymistyczny obrót, pokazując siłę przyjaźni i determinacji chłopców z Pál utca.

I. Walka o życie

Doktor Gráf wyszedł od Nemecsków z miną tak ponurą, że pani Nemecsek musiała usiąść, by nie upaść. „Kryzys nadejdzie dzisiaj w nocy" – powiedział cicho. „Jeśli go przeżyje, będzie miał szansę. Ale..." – tu urwał, bo nie musiał kończyć. Oboje wiedzieli, że niewielu chłopców przeżywa takie zapalenie płuc.

Tej nocy pani Nemecsek nie zmrużyła oka. Siedziała przy łóżku syna, ochładzając jego płonące czoło mokrymi kompresami. Ernő mamrotał przez sen o placu, o fladze, o Boce. O drugiej w nocy jego oddech stał się tak płytki, że matka była pewna, iż już odchodzi. Ale potem, jakby z głębi samej woli życia, chłopiec wziął jeden głęboki oddech, a po nim drugi. Gorączka złamała się tuż przed świtem.

»Przeszło. Pańskiego syna nie tak łatwo pokonać, pani Nemecsek.«

— Doktor Gráf

II. Długa droga do zdrowia

Ale wyzdrowienie szło powoli, bardzo powoli. Przez cały luty Nemecsek leżał w łóżku, tak słaby, że nie mógł nawet usiąść. Nie przyszedł do niego nikt – matka kazała powiadomić szkołę, że syn jest ciężko chory i nie można go odwiedzać. Boka przychodził codziennie po szkole do furtki i pytał o stan przyjaciela. Pani Nemecsek widziała rozpacz w oczach tego wysokiego chłopaka i w końcu, pod koniec lutego, gdy doktor pozwolił na krótkie wizyty, wpuściła go do środka.

„Boże, jak ty wyglądasz" – wyrwało się Boce, gdy zobaczył Nemecseka. Chłopiec był blady jak papier, zapadnięte policzki sprawiały, że wyglądał jak starzec. Ale oczy – oczy błyszczały tym samym blaskiem.

»Wygraliśmy?« – to było pierwsze pytanie Nemecseka.

Boka zawahał się. »Grund straciliśmy« – odpowiedział uczciwie. »Zbyt długo nie było cię w naszej straży. Czerwonokoszulowcy zajęli go pod koniec stycznia. Ale...« – tu zamilkł.

»Ale co?« – Nemecsek próbował usiąść, lecz nie miał siły.

»Ale to nie ma znaczenia. Ważne, że żyjesz.«

I wtedy, po raz pierwszy od wielu tygodni, Nemecsek się rozpłakał. Nie z bólu, nie z choroby – z uczucia porażki. Wszystko, za co walczył, przepadło.

III. Walka

Boka wyszedł od niego zdruzgotany. Tego samego wieczoru zwołał odprawę wszystkich chłopców z Pál utca. „Musimy odzyskać grund" – powiedział stanowczo. „Dla Nemecseka. Żeby wiedział, że nie na darmo cierpiał."

Przez cały marzec toczyły się potyczki. Czerwonokoszulowcy bronili placu zaciekle, ale chłopcy z Pál utca walczyli z desperacją ludzi, którzy mają coś do udowodnienia. Csónakos dostał sińca pod okiem, Kolnay rozdarł nowe spodnie, nawet mały Richter wrócił do domu z krwawiącym nosem. Ale trzymali się.

W połowie marca Nemecsek po raz pierwszy mógł wstać z łóżka. Był słaby jak kociak, musiał opierać się o matkę, by dojść do okna. Ale stał. I patrzył na ulicę, tęskniąc za placem, którego nie widział od tak dawna.

»Może byśmy go tam zabrali?« – zaproponował Weisz na jednej z odpraw. »Niech zobaczy, że walczymy.«

Boka pokręcił głową. »Za słaby jeszcze. Ale... ale możemy walczyć tak, żeby słyszał.«

I tak się zaczęło coś dziwnego. Co drugi dzień, o tej samej porze, słychać było pod domem Nemecsków okrzyki walczących chłopców. Pani Nemecsek denerwowała się tym hałasem, ale Ernő błagał, by otworzyła okno. Siedział wtedy na krześle, owinięty kocem, i wsłuchiwał się w dźwięki bitwy. Czasami rozpoznawał głos Boki, czasami Csónakosa. I wyobrażał sobie, że jest tam z nimi.

IV. Spotkanie z wrogiem

Pewnego kwietniowego popołudnia, gdy Nemecsek już mógł wychodzić na krótkie spacery z matką, zdarzyło się coś niespodziewanego. Szli powoli ulicą Mária Valéria, gdy nagle z bramy wyszedł Feri Áts. Stanęli naprzeciwko siebie – dawni wrogowie.

Áts patrzył na wyniszczonego chłopca i po raz pierwszy w życiu poczuł coś w rodzaju wstydu. To on wydał rozkaz, by wrzucić szpiega do wody. Nie wiedział wtedy, że to będzie mieć takie konsekwencje.

„Przepraszam" – powiedział cicho, a słowa te przyszły mu z ogromnym trudem. „Nie chciałem... to znaczy... my tylko..."

Pani Nemecsek chwyciła mocniej syna za rękę, gotowa odciągnąć go, ale Nemecsek patrzył na Átsa spokojnie.

»Robiłeś, co uważałeś za słuszne. Ja też bym tak zrobił, gdyby któryś z was szpiegował nas.«

— Ernő Nemecsek

To była prawda i obaj chłopcy to wiedzieli. W tym świecie dziecięcych wojen były swoje prawa, a złamanie ich oznaczało karę. Nikt nie mógł przewidzieć, że ta kara okaże się tak straszna.

„Grund jest nasz" – dodał Áts. „Ale... jeśli kiedyś wyzdrowiejesz na tyle, żeby wrócić do walki... oddamy wam szansę odzyskania go. Uczciwie."

Nemecsek skinął głową. To była jedyna rzecz, jakiej potrzebował – nie litość, nie współczucie, ale uznanie dla siebie jako równego przeciwnika.

V. Powrót do szkoły

Maj przyniósł prawdziwą wiosnę. Nemecsek, choć wciąż chudy i łatwo się męczący, mógł już chodzić do szkoły. Pierwszego dnia, gdy pojawił się w klasie, wszyscy zamilkli. Wyglądał jak cień samego siebie. Ale gdy Boka skinął mu głową, a Geréb wstał i zrobił miejsce obok siebie, Nemecsek poczuł, że wrócił do domu.

»Przygotowujemy wielką bitwę« – szepnął Boka podczas przerwy. »Na koniec maja. Finalne starcie o grund. Czerwonokoszulowcy się zgodzili. Jeśli wygramy, plac będzie nasz.«

»A ja?« – zapytał Nemecsek, choć znał odpowiedź.

»Ty będziesz naszym sztandarem« – odpowiedział Boka z powagą. »Będziesz stał na wzgórzu i trzymał flagę. To najważniejsza pozycja. Jeśli flaga będzie powiewać, będziemy wiedzieli, że nie możemy przegrać.«

VI. Finalna bitwa

I tak się stało. Ostatniego dnia maja, gdy słońce świeciło jasno nad Budapesztem, obie armie stanęły naprzeciw siebie na placu przy ulicy Mária Valéria. Nemecsek, wciąż blady, ale z prostymi plecami, stał na niewielkim wzniesieniu, trzymając flagę chłopców z Pál utca.

Bitwa była zacięta. Czerwonokoszulowcy bili się dzielnie, ale chłopcy z Pál utca mieli coś więcej niż odwagę – mieli cel. Walczyli za przyjaciela, który omal nie oddał za nich życia. I gdy zapadł zmrok, gdy oba wojska były już wyczerpane, Áts podszedł do Boki i podał mu rękę.

»Wygraliście. Uczciwie.«

VII. Zwycięstwo

Tej nocy na placu broni płonęło ognisko. Siedzieli wokół niego wszyscy – i ci z Pál utca, i czerwonokoszulowcy. Pili wodę z liwonii, jedli chleb z smalcem, który ktoś przyniósł, i śmiali się. Nemecsek siedział oparty o drzewo, zbyt słaby, by dołączyć do zabawy, ale szczęśliwy. Wygrali. Grund był ich. A on żył, by to zobaczyć.

„Wiesz" – powiedział Áts, siadając obok niego – „jesteś najodważniejszym gówniarzem, jakiego znam."

Nemecsek się uśmiechnął. To był najpiękniejszy komplement, jaki kiedykolwiek usłyszał.