Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 618
SłabyŚwietny 

 

Odcinek 2

- Wyszedłem na odpychającego sąsiada - uśmiechnął się półgębkiem.

- Bynajmniej.

- Ładny ogród. Ktoś go pani projektował?

- Ja to zrobiłam.

- Powinna się pani tym zawodowo zajmować.

- I to robię. Jestem architektem krajobrazu.

Kolejny raz obdarzył ją uśmiechem typu „półgębek”. Zaczynało ją to bawić.

- Nie będę dłużej przeszkadzać. Aha - zatrzymał się przy samochodzie. - Gdyby potrzebowała pani cukru, proszę bez obaw przychodzić. Na tym chyba polega dobre sąsiedztwo?

- Pan również może wpadać w potrzebie.

Patrzyła rozbawiona za znikającym na następnej posesji samochodem.

***

Cień przysłonił jej słońce. Zdjęła okulary i aż podskoczyła na leżaku.

- Co pan tu robi?! - wyjęła z uszu słuchawki iPoda.

- Dzwoniłem dosyć długo do furtki - tłumaczył się. - Zobaczyłem otwarte drzwi na taras, domyśliłem się, że jest pani w ogrodzie i pozwoliłem sobie wejść.

Spojrzał na jej skąpy kostium bikini i uśmiechnął się, rzecz jasna półgębkiem. Czy ten facet nie umie się normalnie uśmiechać, cholera?! - pomyślała.

- Co pana do mnie sprowadza? - nałożyła na siebie lnianą, krótką sukienkę.

- Słucham? - nie mógł oderwać oczu od jej krągłości.

- Po co pan przyszedł.

- Przyszedłem zapytać, czy nie zajęłaby się pani moim ogrodem.

Zapanowała cisza.

- Chyba popełniłem nietakt…- zaczął.

- Ależ skąd. Zgadzam się. Przyznam się panu do czegoś. Ogród Grety traktuję wyjątkowo. Bałam się, że nowy właściciel okaże się palantem, który go zniszczy.

- Cieszę się, że nie okazałem się takim palantem - uśmiech „półgębek” ponownie rozjaśnił jego twarz.

- Może napije się pan kawy?

- Z chęcią.

- W takim razie zapraszam na taras.

***

- Ma pan jakieś życzenia dotyczące ogrodu? - nalała kawy do filiżanek.

- Zdaję się całkowicie na panią. Chciałbym tylko, by znalazło się miejsce na dwie huśtawki.

- Pan ma dzieci? - ogarnęło ją niezrozumiałe uczucie rozczarowania.

- Nie. Mam dwóch cudownych siostrzeńców. Antka, lat siedem i Filipa, lat pięć. Zauważyłem, że z dużą sympatią mówi pani o byłej właścicielce mojego domu - zaczął po chwili.

- Greta była autochtonką - jej twarz rozjaśniła się. - Pan Jaromir, jej mąż przybył na te ziemie z 27 Pułkiem Piechoty. Ogród, to jego dzieło, taka manifestacja uczuć do żony.

Patrzył z przyjemnością na jej uśmiechniętą buzię. Była bardzo ładną kobietą. Proste, ciemno brązowe włosy do ramion. Cera koloru brzoskwini. Zielone oczy, zgrabny nosek i usta, największy atut właścicieli. Pełne i zmysłowe, jakby stworzone do całowania - uśmiechnął się do swoich myśli.

- Czy ja pana nie zanudzam?

- Skądże - starał się zebrać myśli. - Jest pani romantyczką?

- O nie - zaprotestowała rozbawiona.

 

- Nie wierzy pani w romantyczną miłość?

- Już nie. Byłam zakochana dwa razy i to o te dwa razy za dużo.

- Aż tak było źle?

- Niestety. Jeden okazał się zimny jak pomnik, drugi niebywale nudny. A pan, profesorze? - oparła brodę na dłoni i spojrzała na niego. - Jest romantykiem?

- Czy ja wiem?