Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 716
SłabyŚwietny 

Odcinek 3

- A co do związków, to zakochany byłem raz i nie wspominam tego zbyt miło.

- Taka była z niej jędza?

- Zdradziła mnie z najlepszym przyjacielem. Zresztą teraz jest jego żoną.

- To okropne.

- Zawsze jakieś doświadczenie - uśmiechnął się. - Dlaczego nie chce pani założyć rodziny? Każda kobieta o tym marzy.

- Ja nie.

- Jest pani młoda, jeszcze zmieni zdanie, jak przyjdzie co do czego.

- Mam 36 lat, więc już taka młoda nie jestem. Zdanie mogłabym zmienić tylko w jednym przypadku - spojrzała na niego rozbawiona. - Gdybym spotkała mężczyznę idealnego.

- A jakiż on ma być?

- Szczerze mówiąc, to nie wiem. Po prostu, jak go spotkam, to będę wiedziała, że to on.

- Życzę więc powodzenia - spojrzał jej w oczy, a ona poczuła, że się rumieni.

- Pan również może jeszcze założyć rodzinę - szybko odbiła piłeczkę.

- Jestem już za stary na to. Stuknęła mi pięćdziesiątka.

- To super wiek dla mężczyzny i najlepszy czas na zostanie ojcem. Panowie w średnim wieku, rewelacyjnie sprawdzają się w roli taty. Tak donoszą badania.

- Pani ze mnie drwi?

- Jestem naprawdę poważna.

- Zmieńmy może temat.

- Sam go pan zaczął.

- Kiedy mogłaby pani zacząć pracę w ogrodzie? Rozumiem, że ma pani teraz wakacje.

- To żaden problem. Praca w ogrodzie Grety to dla mnie przyjemność. Chociaż, chyba nie powinnam już mówić „ogród Grety”?

- Czemu nie? Podoba mi się ta nazwa. Jeżeli jak pani mówi, nie ma na co czekać, to umówmy się może na jutro. Godzina siedemnasta? Obejrzy pani ogród i zdecyduje od czego zaczynamy.

- Świetnie.

- To jesteśmy umówieni. W takim razie nie przeszkadzam dłużej - podniósł się z fotela. - Dziękuję za przepyszną kawę. Zrewanżuję się.

Odprowadziła go to furtki.

***

- Cześć Julciu, co słychać? - w telefonie zabrzmiał dźwięczny głos Marty.

- Wszystko dobrze mamo. Właśnie zaczynam pracę.

- Jaką pracę?

- Będę doprowadzać do porządku ogród Grety.

- Ogród Grety?

- Tak. Poznałam pana profesora i zaproponował mi to.

- Poznałaś pana profesora?

- Długo będziesz powtarzać po mnie słowa? - roześmiała się.

- I jakiż ten profesor jest? - Marta nie kryła zainteresowania.

- Profesor „półgębek” jest bardzo miły.

- Profesor Półgębek? Dziwne nazwisko.

- On się tak naprawdę nazywa Piotr Obrałt.

- To czemu nazywasz go półgębek?

- No bo tak się uśmiecha. Szczerze mówiąc, to ten jego uśmiech jest bardzo uroczy. Mamo, muszę kończyć. Właśnie do niego idę.

- Dobrze, dobrze. Pa - odłożyła telefon. - Czy ty znasz profesora Piotra Obrałta? - zwróciła się do Tomka, który właśnie wszedł do pokoju.

- Tyle o ile.

- Kto to jest?

- Informatyk. Mądry facet

- Przystojny?

- Czy ja wiem. Sympatyczny ma wygląd.

- Ile ma lat?

- Gdzieś koło pięćdziesięciu. A co?

- On kupił dom po Grecie.

- Doprawdy? Ależ ten świat mały - pokiwał głową. - Fajne w takim razie będziemy mieli sąsiedztwo.

- Coś tu się zaczyna - zamruczała pod nosem.

- Co i gdzie się zaczyna gołąbeczko? - spojrzał na nią zaciekawiony.

- Dowiesz się w swoim czasie - uśmiechnęła się pod nosem.