Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 3
SłabyŚwietny 

Niebieskie, podpuchnięte oczy, długo wpatrywały się w swoje odbicie w lustrze. Rozmazany tusz, świadczył o przepłakanej nocy, ale nie chciała o tym myśleć. Niedbale wstała z krzesełka, znów chwiejąc się na nogach. Gdzie jest moja działka? gorączkowo przeszukiwała pokój, mając nadzieję, że jeszcze coś zostało w górnej półce starych, zaniedbanych mebli. Kątem oka dostrzegła mężczyznę. Chłopak leżał rozebrany na pogniecionej pościeli i zaciekawieniem patrzył na dziewczynę.

- Górna pólka po lewej - odezwał się, śmiejąc się z dziewczyny. Niemal rzuciła się w stronę półki, uderzając przy tym w krzesło, które jeszcze wczoraj przewrócili podczas stosunku. - Widzimy się jutro? - zapytał, powoli zakładając na siebie przepocone ubranie.
- Nie wiem. Jutro zostaje u taty - odpowiedziała znudzonym głosem.
- To może po południu? - zapytał a w jego oczach zobaczyła iskry nadziei. - Nie wiem. Ja. ja chcę z tym skończyć - wyszeptała tak cicho, jakby bała się jego reakcji.
- Skończyć mówisz? - zadrwił, chyba sam nie wierząc w to, co powiedziała. - Z czym chcesz skończyć? z naszym seksem, czy z prochami? - zapytał, czule dotykając jej policzka. Jej głos zadrżał. Chciała mu odpowiedzieć, ale nie potrafiła. Czuła się jak zahipnotyzowana. Był jej uzależnieniem. Był dla niej wszystkim.

- Nie wiem. Postaram się - powiedziała chłodnym głosem, zła sama na siebie, że ponownie nie potrafiła mu odmówić. - Dobrze o czternastej w parku. Załatw coś - szepnęła i ubierając się w pośpiechu wybiegła z mieszkania. Zatrzasnęła za sobą drzwi. Chciała z tym skończyć, ale zdawała sobie sprawę, że było to dla niej nie możliwe. Upadła na schody, ponownie uderzając się, tak jak wczorajszego ranka. Miała dosyć takiego życia. Miała dosyć tułania się od drzwi do drzwi i sypiania za prochy. Miała dość upokorzenia i całego swojego życia. Miała dość wszystkiego. Czuła się jak tchórz, bo nawet nie potrafiła się zabić. Nie potrafiła przedawkować, ani się zatruć. Nie potrafiła też poderznąć sobie żył, czy wskoczyć pod samochód. Niczego nie potrafiła. Trzymała w ręku kolejną działkę i schowała do małej, podartej torebki. Spojrzała na zegarek, doskonale wiedząc, że ponownie będzie spóźniona. Niemal biegiem ruszyła w stronę mieszkania. Już po chwili była w mieszkaniu. Matka jak zawsze spała nieprzytomna na podłodze, a w domu znów roiło się od mężczyzn. Jak zawsze słyszała uwagi na swój temat i propozycję od przyjaciół jej matki. Wszystko było jak zawsze. Rutynowe, bez jakiegokolwiek zaskoczenia. W pośpiechu spakowała plecak i wybiegła z domu. Nie kąpała się, bo niby po co? i tak nikt z klasy nie chciał się z nią zadawać, przezywając ją od ćpunek, czy narkomanów. Miała to gdzieś. Nie przejmowała się przykrymi opiniami na swój temat. Nie przejmowała się niczym, zdając sobie sprawę z tego, że już jej łzy nic nie pomogą. Jedyną osobą, która była niczego nieświadoma był jej ojciec. Jednak on zawsze był tak zapracowany, że nawet nie wiedział, co tak naprawdę dzieje się z jego jedynaczką. Biegła chyba dziesięć minut, gdy nagle się zatrzymała. Spojrzała przed siebie i zdała sobie sprawę, że nie ma sensu już biec, bo niby po co? po co miała się starać? dla kogo? usiadła na ławce i zapaliła papierosa. Zaciągnęła się ślugiem, delektując się ostatnim papierosem, jakiego miała przy sobie.

- Amfa? czy Ekstazy? - usłyszała głos jakiegoś chłopaka. Odwróciła się i spojrzała mu głęboko w oczy.
- Mie twój interes! Odwal się! - krzyknęła tak głośno, że skupiła na sobie wzrok przechodniów. Chłopak założył kaptur i patrzył wyczekiwaniem na nieznana twarz dziewczyny. Wziął głęboki wdech i bez słowa odwinął rękaw grubej bluzy. Zobaczyła na nim liczne, sine ślady po igle.
- Heroina - powiedział to tak cicho, że sama nie była pewna, czy dobrze usłyszała.
- Trawka - odpowiedziała i spuściła wzrok.
- Masz szasnę z tego wyjść. Ja już nie. - powiedział i bez słowa wstał z ławki i ruszył w przeciwną stronę. Stała na środku chodnika, co rusz słysząc przekleństwa na swój temat. Zdawała sobie sprawę, że każdy, kto tylko ją zobaczył, miał o niej słuszne zdanie. Była nikim. Nie rozumiała dlaczego, tak bardzo dotknęły ją jego słowa. Stała, wpatrując się jak odchodzi. Nagle zaczęła biec. On wciąż szedł wolnym krokiem, zupełnie jakby uszło z niego życie.
- Ty też! - krzyknęła, znajdując się kilka metrów od niego. - Ty też możesz z tego wyjść. Oboje możemy - powiedziała cichym głosem, sama nie wiedząc, czy wierzy jeszcze w te słowa.
- Wiesz co to jest Heroina? - zapytał z kpiną w głosie. Spojrzał na nią, dopiero teraz zdając sobie sprawę z jej urody. On różnił się od narkomanów. Owszem był uzależniony, ale nie było po nim tego widać. Gdyby nie te ślady po igle, nikt nie uwierzyłby, że on może brać.
- Pomogę Ci - szepnął cichym głosem. Wyciągnął do niej dłoń, a ona zawahała się. Nie wiedziała kim jest i dlaczego proponuje jej pomoc. Jednak teraz było jej wszystko jedno.
- Kinga jestem - przedstawiła się, nieśmiało wyciągając do niego ręce.
- Hubert - rzekł i w milczeniu prowadził ją do swojego mieszkania.

Rozejrzała się po małym, przytulnym mieszkaniu i czuła lęk. Zdawała sobie sprawę z tego, że znalazła się z kimś zupełnie obcym w mieszkaniu, który był dla niej niczym pałac z bajki. Już od dawna nie widziała tak zadbanego, przytulnego mieszkania. Czuła na sobie wzrok chłopaka i speszyła się, unikając jego wzroku. Kim on był? czego mógł on niej chcieć?

- Mieszkanie należy do Nikoli, mojej siostry - wyjaśnił, delikatnie uśmiechając się do dziewczyny.

- Ładne - przyznała, czując jak strach zanika. Chłopak znikł gdzieś, a ona przez chwile została sama. Wstała, nieśmiało rozglądając się z zachwytem po czystym i przytulnym mieszkaniu. Dom był położony w spokojnej, nieznanej jej dzielnicy. Chociaż od zawsze mieszkała w tym mieście, nigdy nie odważyła się nawet przejść tymi ulicami. Teraz natomiast siedziała w mieszkaniu u obcego chłopaka i ku jej zaskoczeniu, nie czuła strachu, czy skrepowania. Chciała wejść do kuchni, lecz usłyszała zbliżające się kroki. Mężczyzna długo wpatrywał się, w jej zmieszaną różnymi emocjami twarz i po chwili niemal nie wybuchnął śmiechem.

- Jesteś dość szczupła. Jednak sądzę, że u siostry powinienem znaleźć dla ciebie jakieś ubranie. Teraz natomiast idź się wykąpać. - powiedział to najdelikatniej jak umiał, bo nie chciał jej urazić. Spojrzała na niego, próbując ukryć łzy. Chociaż przyzwyczaiła się do takich uwag, teraz natomiast nie rozumiała tego, co się z nią działo.
- Może lepiej już pójdę - szepnęła, próbując iść w stronę drzwi wyjściowych. Jednak nie dała rady. Chłopak zatrzymał ją, przytrzymując delikatnie jej ramię, a ona syknęła z bólu. Spojrzał na jej oczy i delikatnie, jakby była z porcelany podwinął jej znoszoną bluzkę. Na ręce zobaczył liczne siniaki i spojrzał na nią współczującym wzrokiem
- Nie chciałem Cię urazić. Naprawdę chcę dla Ciebie jak najlepiej - powiedział cichym głosem.Spuściła wzrok i bez słowa poszła w stronę łazienki. Pół godziny później wyszła z łazienki, okryta samym ręcznikiem. Chociaż robiła to niejednokrotnie po stosunkach z chłopakami, teraz naprawdę czuła skrępowanie. Wzięła od niego delikatny materiał, który okazał się bluzką jego siostry i założyła na siebie o jeden rozmiar za duże spodnie. Ubrana w czyste rzeczy, wykapana usiadła przy stole i czuła zażenowanie. Wciąż nie rozumiała, dlaczego jej pomagał. On natomiast czuł się przy niej tak swobodnie, że mógłby nawet chodzić przy niej w samych bokserkach i nie wywołało by to u niego, nawet najmniejszego skrępowania. Czuł się przy niej tak naturalnie, jakby była częścią jego życia. Zabrał od niej rzeczy i włożył do pralki, nastawił pranie i wrócił do kuchni.
- Jesteś głodna? - zapytał, zupełnie jakby była jego gościem. W pewnym sensie tak było.
- Troszkę. Od wczoraj nic nie jadłam - przyznała ściszonym głosem. Otworzył lodówkę i po chwili wyjął coś do picia. Nagle zadzwoniła jego komórka. Pognał w stronę telefonu i odebrał po pierwszym sygnale.