Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 9
SłabyŚwietny 

Rozdział 1

Położyłam tacę na zapleczu i usiadłam na krzesełku.

Kolejny dzień w nowej pracy skończony.

Pracę w barze „Kriss” zaczęłam dwa tygodnie temu. Nie podoba mi się tu absolutnie, ale było to jedyne miejsce, w którym chcieli zatrudnić dwudziestolatkę tylko z maturą.

Mimo iż maturę napisałam naprawdę dobrze, nie poszłam na wymarzone studia psychologiczne, Najzwyczajniej w świecie mnie nie stać.

Zresztą w domu mam brata alkoholika, który kategorycznie zabronił mi dalszej nauki. Całe szczęście, że pozwolił mi przynajmniej dokończyć liceum.

Muszę się go słuchać, ponieważ mieszkanie, w którym mieszkamy jest jego. Nasi rodzice, nasza jedyna rodzina, zginęli tragicznie w wypadku samochodowym dwa lata temu. Od tamtej pory Jakub pije, a ja zmieniłam się diametralnie i zdaję sobie z tego sprawę. Kiedy rodzice żyli, miałam kilku oddanych przyjaciół, kochających rodziców i kochającego chłopaka. Czego chcieć więcej? Teraz nie zostało mi nic. Zamknęłam się w sobie. Powoli traciłam kontakt ze światem zewnętrznym; siedziałam tylko w pokoju, a w szkole na przerwach chodziłam do biblioteki.

Teraz, żeby zarobić na utrzymanie, pracuję ja, nie Jakub.

Mój brat nie skończył szkoły, więc jego szanse na znalezienie pracy były nikłe. Używając argumentu „mieszkasz pod moim dachem”, zmusił mnie do rozpoczęcia pracy. Kiedy to powiedział, zaczęłam się wykłócać. Jednak szybko tego pożałowałam. Dostałam w policzek. Od własnego brata. Najbliższej mi osoby.

Od tamtej pory jak najmniej czasu spędzam w domu, w towarzystwie Jakuba. Bardzo często pracuję w bardzo od dziesiątej rano i zostaje do następnego dnia.

Najgorsze jest i tak to, że mój brat zabiera moją wypłatę. Faktycznie, to, co musi dać na mieszkanie, daje. Jednak resztę zatrzymuje dla siebie i idzie z nią do monopolowego.

Kiedy wyszłam z baru, uderzyła we mnie fala zimna.

Był koniec listopada, a ja w dalszym ciągu chodzę w swetrze. Jakub uważa, że skoro mam sweter, on nie będzie wyrzucał pieniędzy w błoto.

Nieraz już słyszałam takie odpowiedzi, gdy poprosiłam go o coś: „nie będę wyrzucał pieniędzy w błoto.”, koniec rozmowy. Nie starałam się go przekonywać, przedstawiać swoich argumentów, bo wiedziałam, że nie ma to najmniejszego sensu.

Idąc ciemną i pustą ulicą, którą jedynie oświetlały światła latarni, czułam strach. Nigdzie nie mogłam dostrzec ludzi, światła wszystkich mieszkań były pogaszone. Nieraz znalazłam się w takiej sytuacji, a teraz pierwszy raz się bałam.

Kiedy mijałam ciemny zaułek, z jego wnętrza wyszli trzej mężczyźni i zasłonili mi dalszą drogę.

– Cześć laleczko – powiedział jeden z nich. Wszyscy byli pijani, ale ten wyglądał na najbardziej wstawionego. – Może chcesz się z nami trochę zabawić? – bełkotał.

Spuściłam głowę i przełknęłam nerwowo ślinę. Postanowiłam ich okrążyć, jednak drugi mężczyzna złapał mnie szybko i dość mocno za ramię.

– Nie słyszysz, co kolega do ciebie powiedział? – warknął i, nadal trzymając moje ramię, skierował się do wnętrza zaułka.

Zaczęłam się wyrywać i krzyczeć. Jednak przyniosło to odwrotne skutki, niż chciałam – wszyscy trzej mężczyźni zaczęli się śmiać, a mi nikt nie przyszedł na pomoc.

– Nikogo nie ma o tej godzinie na dworze – szepnął mężczyzna, który mnie trzymał i rzucił mną o ścianę.

Poczułam niewyobrażalnie wielki ból w plecach.

Bałam się tego, co może zaraz nastąpić.