Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 41
SłabyŚwietny 

Wróć do rozdziału 1: Dług wdzięczności

Rozdział 9

Kiedy się obudziłam, zdałam sobie sprawę, że leżę lewym policzkiem na piersi Sebastiana. Co dziwniejsze, jego ręka zapleciona była wokół mojego ramienia. Z początku chciałam się gwałtownie zerwać, jednak wiedząc, że mężczyzna jeszcze śpi, postanowiłam nacieszyć się tą chwilą.

Zamknęłam oczy, a przed nimi zaczęły mi się pojawiać obrazy, które były tak realistyczne, a zarazem tak abstrakcyjne. Widziałam roześmianą siebie i Sebastiana, który trzymał moją rękę, jakby nie chciał, żebym uciekła.

Uśmiechnęłam się szeroko.

– Nie śpisz już. – Usłyszałam Sebastiana, który bardziej stwierdził, niż spytał. Błyskawicznie się zerwałam. – Spokojnie – powiedział z uśmiechem.

Mężczyzna wstał z łóżka i, zabierając swoje ubrania, ruszył do łazienki. Postanowiłam wykorzystać chwilową nieobecność chłopaka i się ubrać.

Kiedy wcisnęłam się w sukienkę i rozejrzałam po pokoju, zauważyłam na komodzie zdjęcie oprawione w drewnianą ramkę. Wiedząc, że mężczyzna jeszcze się myje, zrobiłam kilka kroków i wzięłam zdjęcie w rękę. Fotografia przedstawiała małego Sebastiana, który ledwo sięgał swojej mamie do ramienia i jego ojca. Chłopiec miał naburmuszoną minę, a w ręku trzymał świadectwo z czerwonym paskiem.

~~~~

Pomagając mamie w kuchni, widziałem na jej twarzy dziwny, delikatny uśmiech. Widząc, że chce go zakryć, miałem złe przeczucia. Albo domyśliła się, co tak naprawdę jest grane, albo...

– Co sądzisz o Monice, mamo? – spytałem, przecierając ręcznikiem talerze. Wolałem mieć sytuację jasno, aby przy stole nie mieć przykrej niespodzianki.

Mama spojrzała na mnie spod swoich ciemnych rzęs.

– Wiesz, synku – zaczęła, a ja wstrzymałem oddech – myślę, że wybrałeś odpowiednią kobietę.

Rozszerzyłem oczy.

– Odpowiednią – powtórzyłem cicho za mamą.

Ocknąłem się, dopiero gdy poczułem dotyk na swoim ramieniu.

~~~~

Podczas śniadania wszyscy zachowywali się bardzo naturalnie; atmosfera nie była już tak spięta, jak wczoraj. Poczułam się jak dwa lata temu, gdy razem z rodzicami jadłam posiłki.

Uśmiechnęłam się blado.

Rodzina to prawdziwy skarb.

– To kiedy planujecie ślub? – spytała w pewnym momencie mama Sebastiana. Mężczyzna zakrztusił się pitym kompotem. – Tylko nie w maju! Słyszałam, że przynosi pecha – dodała uśmiechnięta z palcem uniesionym ku górze.

– W zasadzie jeszcze nie ustalaliśmy daty – odpowiedział przeciągle.

Tym razem ojciec Sebastiana siedział cicho, przyglądając się mi. Trochę mnie jego natarczywy wzrok peszył. Bałam się, że powoli się domyśla, iż to wszystko jest kłamstwem... ale jak? Wczoraj tak dobrze poszło, nie chciałabym, aby nasz plan diabli wzięli!

– Miejmy nadzieję, że szybko to nastąpi – odezwał się w końcu ojciec mężczyzny. – Chcemy jeszcze z Basią wnuków doczekać. – Razem z żoną roześmiali się dźwięcznie.

Zobaczyłam, jak Sebastian się uśmiecha i – myśląc, że jest to gra – również się uśmiechnęłam.

Po śniadaniu pani Basia zrobiła nam kawę. Tym razem w rozmowie czynnie uczestniczył ojciec mężczyzny.

Zdaje mi się, że dali się nabrać na nasze „narzeczeństwo”.

I całe szczęście.

Dopijając kawę, uświadomiłam sobie, że Sebastiana znam miesiąc. Jak więc możliwym jest darzenie uczuciem człowieka, którego zna się tak krótko? Słyszałam o tych wszystkich miłościach, które następowały po zamienieniu ze sobą kilku słów, kilku spojrzeń, trochę taka jakby miłość od pierwszego wejrzenia. Jednak nigdy w to nie wierzyłam... i nie sądziłam, że spotka to mnie.

Spojrzałam ukradkiem na Sebastiana.

On nie czuje tego samego. Gdyby było inaczej, nie przytuliłby mnie, dlatego, że dobrze zagrałam, a dlatego, że chciał.

Cóż... w życiu nie zawsze mamy to, czego chcemy.