Opowiadania prosto z życia...

e-opowiadania.pl

Ocena użytkowników:  / 6
SłabyŚwietny 

Rozdział 3

Leki muszę brać trzy razy dziennie. Za każdym razem robię to po kryjomu. Jestem pewna, że gdyby Igor się zorientował, że mam leki, to by mi je wyrzucił. I pewnie zadał pytanie „skąd je mam”, a wtedy nie wiedziałaby co odpowiedzieć.

W godzinach popołudniowych zostałam sama w mieszkaniu. Brat gdzieś wyszedł i znając życie, poszedł chlać z kumplami, których nieraz miałam okazję spotkać. Zawsze śmierdzący i lepiący się do mnie. Z początku było to cholernie uciążliwe i męczące, jednak z czasem się przyzwyczaiłam i po prostu zaczęłam ich ignorować.

Westchnęłam.

Przywykłam do robienia czegoś. W pracy cały czas jestem zajęta. Będąc w domu, co mogę robić? Jedynie posprzątać... i chyba właśnie to zrobię.

Swój pokój posprzątałam błyskawicznie. Rzadko w nim bywam, więc miałam mało roboty. Kuchnia zajęła mi trochę więcej czasu, a po niej przeszłam do pokoju Igora. I tu czeka mnie najwięcej pracy.

Wzięłam worek na śmieci i zaczęłam wrzucać do niego puszki po piwie, szklane butelki po wódce i puste paczki po chipsach. Mój brat codziennie ma „ucztę”, dlatego tego tak dużo.

Chciałabym mu powiedzieć, że jeśli długi czas będzie prowadzić taki tryb życia, to w końcu jego organizm nie wytrzyma, a w efekcie mężczyzna umrze. Jednak wiem, że to nic nie da. Nic sobie z moich ostrzeżeń nie zrobi.

~~~~

Po dwóch piwach moja wyobraźnia „ruszyła”.

Mógłbym rodzicom powiedzieć dobitnie nie! I koniec.

Jednak znając ich, to nic nie da i dalej będą mi truli, żebym znalazł narzeczoną. Potem dojdzie ciocia, wujek, babcia, dziadek...

I to na tyle z mojego pierwszego pomysłu.

Jednak szybko do mojej głowy wkradł się nowy.

Mógłbym znaleźć kobietę, która tylko będzie udawała moją narzeczoną. Do świąt. Potem się rozstaniemy. Będzie to dla mnie bardzo bolesne. O tak, bolesne...

I cóż, przez jakiś czas będę nadal myślał o mojej byłej, a w tym czasie nie będę szukał nikogo innego, bo moje serce rozpadło się na milion kawałków.

Świetny plan... tylko taki mały szczegół – nie mam żadnej kobiety, która nadawałaby się na moją „narzeczoną.

W zasadzie w moim życiu ogólnie jest mało kobiet. Rodzina, córka znajomych rodziców, moja koleżanka z dzieciństwa i...

Bingo!

Siedzę w samochodzie i wypatruję Moniki – dziewczyny, która od wczoraj zdążyła zawrócić mi w głowie. Szanse na to, że ją zobaczę są bardzo niskie, bo jest ciemno. Zresztą, jeśli jest na tyle odpowiedzialna i mnie posłucha, to zostanie w domu. Wówczas jej nie zobaczę. A w zasadzie, po to tu przyjechałem.

Nagle zaświeciła mi żarówka w głowie.

Wyszedłem z auta i wyciągnąłem z tylnych siedzeń torebkę. Następnie rozejrzałem się po okolicy.

Skrzywiłem się.

Trochę się boję zostawiać samochód w takiej dzielnicy, ale spotkać ją muszę.

Podszedłem do pierwszego przechodnia, którego zobaczyłem.

– Dzień dobry. Nazywam się Sebastian Zieliński – przedstawiłem się. – Jestem lekarzem i przyjechałem do państwa Łukasików. Niestety zgubiłem kartkę z adresem. Czy byłaby pani na tyle miła i podała mi ich adres? – spytałem. Kiedy zauważyłem podejrzliwy wzrok kobiety, podniosłem do góry torbę z przyrządami lekarskimi.

Uśmiechnęła się. Podała mi dokładny adres i powiedziała, żebym pozdrowił Monikę. Dziewczyna pewnie jest lubiana.