Opowiadanie o pierwszym zauroczeniu i przyjaźni – wymiana międzynarodowa licealistów Polska–Włochy
Pierwsze spotkanie
Autokar zatrzymał się z sykiem hamulców. Uczniowie polskiego liceum, stojący na dziedzińcu, zaczęli szeptać i rozglądać się z niecierpliwością. Lena poczuła, jak dłonie zaczynają jej się pocić. Czekała na tę chwilę od tygodni, odkąd nauczycielka ogłosiła, że szkoła bierze udział w wymianie międzynarodowej.
Miała przydzielonego partnera – siedemnastoletniego chłopaka z Włoch, Marco. Widzieli się już wcześniej podczas wideorozmowy i wymienili kilka wiadomości po angielsku, ale świadomość, że za chwilę spotkają się naprawdę, sprawiała, że serce waliło jej jak oszalałe.
Włosi wysypali się z autokaru niczym fala żywiołu – głośni, roześmiani, gestykulujący. Lena rozejrzała się w tłumie i wtedy go zobaczyła. Wysoki, z ciemnymi, lekko potarganymi włosami, z plecakiem przewieszonym przez ramię. Uśmiechał się nieśmiało.
– Lena? – zapytał.
– Yes. I’m Lena. – odpowiedziała.
– I’m Marco. Nice to meet you.
Uścisnęli sobie dłonie. Ten moment, choć zwyczajny, dla Leny stał się początkiem czegoś niezwykłego.
Codzienność w liceum
Plan tygodnia był wypełniony: lekcje, warsztaty i zwiedzanie miasta. Lena oprowadzała Marco po korytarzach szkoły, pokazując mu bibliotekę i stołówkę. Rozmawiali po angielsku, mieszając słowa, śmiejąc się z pomyłek.
– How do you say “funny” in Polish? – zapytał Marco.
– Śmieszny. – odpowiedziała powoli.
– Smishny. – powtórzył z dziwną miną, a oboje wybuchnęli śmiechem.
Podczas obiadu w stołówce Marco spróbował pierogów. Zjadł jednego i spojrzał szeroko otwartymi oczami.
– Better than pizza. – wyszeptał, a Lena roześmiała się, słysząc protesty jego kolegów.
Wieczorami rozmawiali w drodze do jej domu. Mama Leny przygotowywała kolacje, a Marco próbował wszystkiego, chwaląc każde danie. Ich rozmowy dotyczyły muzyki, filmów i życia w różnych krajach. Między nimi rosła przyjaźń, podszyta czymś nowym i trudnym do nazwania.
Wycieczka nad jezioro
Środa była wyjątkowa – cała grupa wybrała się na wycieczkę nad jezioro. Słońce odbijało się w tafli wody, a uczniowie siedzieli na pomoście i zajadali lody.
Lena zauważyła, że Marco jest cichszy niż zwykle.
– Are you okay? – zapytała.
– Yes… but… – spojrzał w wodę. – I don’t want this week to end.
Słowa te sprawiły, że Lena poczuła ciepło w sercu i rumieniec na twarzy. To nie było tylko koleżeństwo – to było pierwsze zauroczenie, którego oboje jeszcze do końca nie rozumieli.
Kiedy wracali autobusem, Marco podał jej rękę przy wysiadaniu. Nie puścił od razu. Ich splecione dłonie wyglądały tak naturalnie, że Lena poczuła, iż nie chce tego momentu kończyć.
Ostatni wieczór wymiany
W przeddzień wyjazdu odbyła się pożegnalna kolacja. Była muzyka, tańce i wspólne zdjęcia. Lena bawiła się z przyjaciółkami, ale jej wzrok ciągle wracał do Marco. On również spoglądał na nią, a gdy ich spojrzenia się spotykały, oboje odwracali głowy, rumieniąc się.
Pod koniec wieczoru wyszli na zewnątrz. Wokół panowała cisza, słychać było tylko świerszcze.
– This week was… special. – powiedział Marco.
– Yes. For me too. – szepnęła Lena.
Nie padły wielkie wyznania, nie było pocałunku. Ale między nimi zapanowała cisza pełna znaczeń, której żadne z nich nie zapomni.
Pożegnanie
Następnego ranka autokar czekał na parkingu. Włosi pakowali walizki, robili ostatnie zdjęcia i machali sobie nawzajem. Lena poczuła, jak ściska ją w gardle.
Marco podszedł do niej i przytulił mocno.
– See you soon? – zapytał, patrząc prosto w jej oczy.
– I hope so. – odpowiedziała.
Kiedy autokar odjechał, Lena machała, dopóki nie zniknął za zakrętem. Wiedziała, że ten tydzień zostanie w jej pamięci na zawsze – jako opowieść o przyjaźni, pierwszym zauroczeniu i niezwykłej sile szkolnych wymian międzynarodowych.
Majka