- Szczegóły
- Kategoria: Różne opowiadania
Był sobie pewien człowiek. Ów człowiek od lat nie mógł wyhodować ani jednego drzewka. Inni ludzie śmiali się z niego, bo sami posiadali sady pełne wspaniałych drzew rodzących słodkie owoce. Niektórzy z nich mieli w też w swoim sadzie wyjątkowe drzewo - ogromne i piękne. Rozkosz sprawiało samo patrzenie na takie drzewo, a kiedy posiadacz tego drzewa zrywał z niego owoc i zjadał go, na jego twarzy pojawiało się bezgraniczne szczęście. Natomiast z nasion posianych przez tamtego człowieka nigdy nic nie wyrastało. Pewnego razu idąc przez swoje puste pole znalazł dwa dziwne nasiona. Czym prędzej zasiał je w tym miejscu swego pola, gdzie gleba była najlepsza, podlał i czekał z niecierpliwością.
- Szczegóły
- Kategoria: Różne opowiadania
Wirtualna ucieczka
Awanturę słychać było w całym domu.
- Znowu piłeś?! - wykrzyknęła kobieta.
- No wieeesz… Tylko łyczek… Ani krzty więcej. – wybełkotał mężczyzna.
Skrzypnięcie desek paneli.
- No jasne. Zawsze zaczyna się od kieliszka, a kończy na dwóch butelkach. Dosyć tego! Dawaj mi tą flaszkę!
- Nieee… To moje, kochaniutka. A ty- nie moja niańka.
Wybuch śmiechu, a po chwili rozległ się dźwięk tłuczonego szkła.
- Dobra, w twoim obecnym stanie niemożliwa jest dalsza dyskusja. Idź spać, nie wiem, lecz zejdź mi z oczu. Nie myśl sobie jednak, że jutro ci odpuszczę.
Trzasnęła drzwiami.
Otworzyłam oczy i ze spokojem wypuściłam powietrze. W końcu… I tak wygląda moje życie. Każdy dzień, tydzień, miesiąc. Codzienne kłótnie, krzyki. Biedna mama. Natomiast taty w ogóle mi nie szkoda. Sam sobie na to zasłużył. Mój ojciec pił już od wielu lat. Na początku mama się nim nie przejmowała. Wolała się zająć mną i sobą. Jednakże z czasem Magdalena nie mogła wytrzymać z cuchnącym mieszkaniem i ciągłymi wydatkami na alkohol. Nie dziwię się jej. Sama mam tego po dziurki w nosie.
- Szczegóły
- Kategoria: Różne opowiadania
Ogniwa łańcucha życia
...W Otchłani oceanu gdzieś na krawędzi końca świata, gdzie ludzki wzrok nie sięga , a tylko serce może poczuć , jak wypełnia je nieograniczone piękno wszechświata istniała maleńka cząsteczka materii, która za wszelką cenę chciała poczuć się wielka, choć niedostrzegalna na pierwszy rzut oka, w połączeniu z resztą maleńkich cząsteczek tworzyła wszechświat uczuć, piękna, dobra, zła, co składało się na całość wypełnioną szczęściem ale i troską, łzami - zarówno szczęścia jak i zmartwień.
Jej potęga tkwiła właśnie w tym, że stanowiła nieodłączny element całości, spajając wszystko mogła istnieć, uczyć się, dojrzewać, emanować pięknem, ciepłem, aż stała się ogromna, niezależna, a jej piękne wnętrze promieniowało szczęściem, którym przez lata dzieliła się z innymi cząsteczkami materii.
- Szczegóły
- Kategoria: Różne opowiadania
Siedziałam na dachu mojego liceum upijając się ciszą z papierosem w dłoni. Zawsze tak robiłam, kiedy jakaś lekcja przyprawiła mnie o nerwice. To miejsce było jednym w szkole gdzie przez większość czasu panował spokój. Tylko niewielkiej grupce osób udawało się przejść niepostrzeżenie obok kantorka woźnego, wybiec po stromych schodach aż na płaski dach z którego wystawały tylko dwa wielkie kominy, a w kącie leżało kilka rozmokłych kartonów. Siedziałam z nogami przewieszonymi przez barierkę, biorąc kolejnego bucha na rozluźnienie po stresującej matmie, kiedy drzwi za mną się otworzyły. Odruchowo na nie spojrzałam, lecz gdy zobaczyłam że to nikt z personelu szkoły, spokojnie wróciłam do swojego zajęcia. Osoba która weszła przed chwilą, siadła koło mnie. Spojrzałam przelotnie, nie skupiając uwagi na moim nowym towarzyszu. Chłopak odchrząknął nieznacznie.
- Mogę? - zapytał głosem, od którego przeszły mnie ciarki.
- Szczegóły
- Kategoria: Różne opowiadania
Było pochmurno, wiatr wzmagał się i z każdą chwilą stawał coraz silniejszy, wyginając gałęzie drzew. Na zachmurzonym, granatowym niebie pojawiły się błyskawice, nadciągała burza. Potęga natury przypomniała sobie o małym domku stojącym nieopodal strumyka. Domek stał i przyglądał się widowisku, jak matka natura w pięknym, a zarazem złowieszczym przedstawieniu próbowała ukazać swoją potęgę. Domek lata swojej świetności miał już za sobą, więc obawiał się każdej kolejnej ulewy, burzy, śnieżycy, czy też innych zawirowań przyrody. Teraz jednak mógł tylko przyglądać się i czekać czy i tym razem natura oszczędzi jego spróchniałe i omszałe ściany, które teraz trudno było nazwać drewnianymi.