\"Zależy mi, ale już nie walczę. Dlaczego ? Bo już dawno przegrałam tą walkę \"
Historia jak każda inna, ale o bardzo wyjątkowej osobie.
Dawid był przystojnym chłopakiem o pięknych oczach, szalało za nim wiele dziewczyn.
Ja - niebieskooka, o długich blond włosach, skromna dziewczyna.
Był piękny słoneczny dzień. Miałam bardzo zły humor jednak po długich namowach koleżanek postanowiłam pójść z nimi na imprezę. Tego dnia wszystko wydawało się takie szare. Nie miałam ochoty patrzeć jak mój były chłopak bawi się z innymi dziewczynami, udając, że jestem zupełnie obcą mu osobą. Ja również udawałam silną, ale tak naprawdę rozsypywałam się od środka. Nastał wieczór.. Znudzona i zmęczona tym dniem miałam zbierać się do domu, gdy nagle zjawił się on.
Był inny niż wszyscy. Przynajmniej tak wtedy myślała.. Byli bardzo młodzi, mieli po 19 lat. I chociaż znali się od podstawówki, nigdy nie spodziewali się, że coś miedzy nimi może być. Oboje mieli poukładane życie, on, miał dziewczynę z którą był od 2 lat, a ona miała chłopaka, którego bardzo kochała, byli razem od 3 lat..
I chociaż zawsze im się razem dobrze gadało, traktowali się jak dobrzy kumple. Pomiędzy nimi zawsze coś iskrzyło, ale żadne nie chciało się do tego przyznać. Na każdej imprezie zawsze się razem bawili. Kiedy ona płakała, zawsze ją pocieszał. Podobali się sobie, ale sami przed sobą nie chcieli się do tego przyznać. Aż do pewnego dnia...

Zapach pamięci
Jej rozmyślaniom nie było końca. Jednocześnie była rozdrożem dróg nie wiedząc, którą z nich wybrać, ograbionym z jesiennych liści drzewem i pozbawioną wody rzeką. Tak właśnie się czuła niepotrzebna i niechciana. Za to jej serce było niekończącą się otchłanią tęsknoty, smutku i żalu. Samotna i w samotności swoją rozpacz topiła w oceanie łez, który wylała. Od tej chwili to łzy i ból byli towarzyszami jej marnego życia. To one zastępowały wszystko i wypełniały każdą minutę. Minął jeden tylko jeden dzień, od kiedy Marek ją zostawił, a ona czuła jakby minęła wieczność. Jakby postarzała się o kilka lat. Przez te kilkanaście godzin wyparowało z niej wszystko w co do tej pory wierzyła, o co walczyła i to jak wiele poświęciła. W tamtym momencie była niezdolna nawet do płaczu.

Żyletka i ja
"KIEDY MAM DOŚĆ!!!"
Czuję jak ból przeszywa moją duszę
Jak w głowie narastają myśli muszę…
Ja już tracę głowę
Coraz częściej myślę, że nie mogę.
Mam już dość
Życie daje w kość
Czy tego chcę
Nikt nie pyta
Często myślę, wrócę
Ale sumienie za serce chwyta
I karze zastanowić się choćby na chwilę
A ja ze smutku po nocach kwilę
Już nie mam siły
I nikt nie jest tak miły
Aby ulżyć mi w cierpieniu
I nie pozwala zatopić się w zadowoleniu
Z czego?
Z życia
Bo ja mam już dość samego bycia!
„Bo w życiu trzeba walczyć do samego końca. . .”
Chciałabym zadedykować tę książkę mojej terapeutce ze Szczecina, Oldze Brążkowskiej, która wiele w życiu mi pomogła, pozwoliła mi spojrzeć na świat z zupełnie innej perspektywy i mimo wszystko wciąż mi pomaga, chociaż mieszkam prawie na drugim końcu Polski. Mojej najcudowniejszej przyjaciółce-Werze oraz jej najpiękniejszej córeczce-Mai, która mnie rozumiała i wspierała mimo wszystkich błędów, które popełniłam. Mojej najukochańszej mamie, która mi w końcu uwierzyła i daje mi ogromne wsparcie. Mojej miłości życia-Bartkowi, że wytrzymał ze mną prawie 3 lata. Całej najdroższej rodzinie, oraz znajomym. Oraz całej mojej klasie z gimnazjum i nauczycielom, którzy mnie wykształcili. Dziękuję wam wszystkim za wszystko!
4 kwietnia 2008 rok
W domu wszystko się psuje. Nie mam na kogo liczyć. Jestem sama ze wszystkim. Nawet nie mogę liczyć na swoją matkę. Ciągle mnie ignoruje, nie chce mnie słuchać. Nie rozumie, że nienawidzę jej „najcudowniejszego” ukochanego. Nie widzi, że mnie krzywdzi! Nie widzi jak mnie poniża i bije! Widzi tylko to, co chce widzieć! Nie jestem dla niej „idealną córką”. Chciałaby żebym nie robiła akcji. Ale ona nie słyszy mojego wołania! Nie słyszy mojego rozpaczliwego krzyku o pomoc. Co to za matka, która nie słyszy wołania własnego dziecka! Nienawidzę ich!
Nic dwa razy się nie zdarza...
Kto by pomyślał, że historia którą chce się podzielić z innymi może być połączeniem tych najwspanialszych momentów z rutynową codziennością która doprowadza mnie do szału. Do braku jakiegokolwiek celu. Jak moje oczy widziały kiedyś niebieskie chmury a dziś widzą czarne kłęby które zwiastują kolejne niepowodzenie, ból, gorycz i rozpacz. Nie sądziłam, że może być gorzej... Nawiązując do sedna .Moje życie nigdy nie było ubrane w kolory tęczy ,od dziecka byłam obiektem wyzwisk, bo byłam inna ...dostrzegałam rzeczy których małe dzieci nie widziały , uczyłam się na tym jaki przykład dawali mi rodzice. Nie oczekiwałam niczego od nich, nie miałam żadnych zachcianek. Niby beztroskie życie ale ten ból się piętnował. Doprowadzał do szału wtedy kiedy ojciec przychodził do domu i bił ile mu sił starczyło mnie, moją matkę i siostrę.