Pamiętam jak mając czternaście lat dowiedziałem się, że moja mama jest w ciąży. Oniemiałem, lecz przyjąłem tą wiadomość z niezwykłym entuzjazmem. Zawsze chciałem mieć rodzeństwo i cieszył mnie fakt, że będę miał brata ‒ późno, ale jak to się mówi lepiej późno niż w cale.
Emil kończy dziś piąte urodziny i z tej właśnie okazji, przyrządziłem mu małe przyjęcie urodzinowe. Z samego rana, kiedy nasi rodzice szykowali się do wyjścia do pracy, wyszedłem do sklepu, by kupić ulubione przez niego słodycze, takie jak: czekoladowe brownie z chrupiącymi orzeszkami, kilka czekoladowych jajek – niespodzianek, owocowe żelki w kształcie trzymających się za rękę misiów i dwie butelki czerwonej oranżady. Oczywiście nie zapomniałem również o prezencie, który zamówiłem już wcześniej przez internet. Nie było z tym żadnego problemu, gdyż doskonale zdawałem sobie sprawę, że Emil ucieszy się z dużych klocków lego z jego ulubionej serii, śmiesznego, wręcz karykaturalnego misia o głowie wielkości dyni, ubranego w zieloną bluzę z kapturem, w której wyglądał jeszcze bardziej zabawnie i zestaw puzzli o dokładnie stu dwudziestu czterech elementach.

Cześć! Jestem Jane. Opowiem Wam historię o toksycznym związku, w którym byłam. Poznałam Dana, gdy byłam w 1 klasie liceum. Kolegowaliśmy się jakiś czas. Był sarkastyczny i zamknięty w sobie, ale właśnie tym w jakiś sposób mnie urzekł i po paru rozmowach przez messangera i spotkaniach po szkole zostaliśmy parą. Wiecie, jak to jest na początku miłości; zapomina sie o rzeczywistości, a partner staje się całym naszym światem. Przynajmniej ja tak miałam. Przez to dochodziło do wielu sprzeczek, jednak myśłałam, że to normalne w związkach. Mimo to, było cudownie. Czułam, że w końcu znalazłam miłość życia. Tak się zaślepiłam, że straciłam najlepszą przyjaciółkę i odsunęłam się nawet od klasy. Dan dawał mi do zrozumienia, że inni nie są mi potrzebni, a ja mu w to coraz bardziej wierzyłam. Stwarzal we mnie poczucie, że bez niego nie dam rady sama. Nawet zaczęłam kłócić się z rodzicami, gdy zabraniali mi się z nim spotykać, a przy tym często uciekałam z domu.

Nie zaplanowałem tegorocznych wakacji, dlatego byłem zdany na pomysły moich rodziców. Moje przypuszczenia, a zarazem obawy sprawdziły się. Ojciec poinformował mnie, że wybieramy się na dwa tygodnie do jego siostry, ciotki Justyny. Prowadzi ona gospodarstwo agroturystyczne, a nieopodal niego znajduje się jezioro. Podczas swojego dzieciństwa to właśnie w tej okolicy spędzałem letnie wakacje. Musiałem przygotować się psychicznie na czas bezgranicznej nudy. To miejsce ciekawe dla dzieciaków, dla mojej siostry Mariki, która zawsze działa mi na nerwy. Nie miałem możliwości, żeby się wykręcić, więc wspólnie z rodziną wsiadłem do naszego kombi i wyruszyliśmy w drogę.

Było majowe popołudnie. Cały dzień z udawaną obojętnością a jednocześnie z niekryjącym się podekscytowaniem wpatrywała się w ekran telefonu. Niby od niechcenia sprawdzała czy nie ma od niego nowej wiadomości a jednak w duchu miała nadzieję, że zaraz coś nowego do niej napisze. „Aneta, przestań z tym nonsensem!”- skarciła się w duchu. Nie oczekiwała wiele od tego spotkania-w tym roku będzie kończyć 24 lata, a jednak jeszcze nigdy nie spotkała nikogo kto by jej n a p r a w d ę odpowiadał, kogo by polubiła w całości, a nie tylko w łóżku.

Zawitało do mnie ostatnio widmo, iż mogę nawiązać nową znajomość. I to z facetem, który bardzo mi się podobał… Widmo było naprawdę delikatne, ale dzięki niemu zrozumiałam mega istotną rzecz.
Był to jeden z tych dni, kiedy od rana trwała ogromna ulewa. Oczywiście urwanie chmury odbywało się dokładnie w tych momentach, kiedy nie korzystałam z komunikacji miejskiej, tylko do niej biegłam:) Tak więc wsiadając do jednego tramwaju, mimo, że pod parasolką, otrząsnęłam się z wody jak piesek, zarzuciłam mym półkrótkim włosem, może nawet zamachałam kuperkiem, kto wie..;) i tak oto zajęta sobą, dopiero kiedy usiadłam na miejscu zorientowałam się, że patrzy na mnie wzrokiem rozbawionego słodkiego pieska pewien facet…